Secrets of London
[01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? (/showthread.php?tid=4350)

Strony: 1 2


RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 21.01.2025

- To jest prawdopodobne, nie umiem jej sobie wyobrazić podczas takiej prozaicznej czynności. - Ich matka była stworzona do zdecydowanie większych czynów niż wyprowadzania psa na smyczy - tak, była tego pewna. Naprawdę próbowała to zrobić, ale nie umiała sobie zwizualizować jej spacerującej z psem. Nie pasowało to do Charlotte.

- To rozsądne z Twojej strony, Jessie. - Jak zawsze miał głowę na karku i zadbał o wszystko, w sumie dobrze, że wiedział, czego się może spodziewać po matce.

Nie mogła przestać myśleć o tym, że Charlotte miała się zaręczyć z wujkiem. Czy to nie byłoby dziwne? Zwłaszcza, że przecież mieli to już za sobą, i wtedy im nie wyszło, czy teraz miałoby się coś zmienić, czy liczyli na kolejny skandal, dzięki któremu mogliby o sobie przypomnieć w towarzystwie? Nie miała pojęcia, czym się kierowali, czego zamierzali dokonać, ale ich matka była dorosła, chyba mogła o sobie sama decydować, tak, zdecydowanie mogła. To nie był ich problem.

Z tych dziwnych przemyśleń wyrwała ją obecność skrzata, niemalże podskoczyła kiedy go ujrzała no i nie mogła powstrzymać się przed piskiem, kto właściwie wiedział, co zamierza im zrobić. Nie wyglądał na spełnego rozumu, a do tego miał w ręku butelkę, czyżby to była jego broń?

- ODCZEP SIĘ ODE MNIE. - Tylko tego jej brakowało, żeby brat zaczął wyzywać ją od dziewczyn, w sumie czy to było przezywanie, chyba bardziej stwierdzenie faktu? Tak, czy siak jej się to nie podobało.

- Ja jestem dziewczyną, głupku. - Postanowiła mu o tym przypomnieć, bo najwyraźniej o tym zapomniał.

Cofnęła się w głąb mieszkania, żeby jak coś to Theo stał na pierwszej linii ewentualnego ataku tego skrzata, nie chciała dostać butelką, jeszcze by ją trwale uszkodził, a tego wolałaby uniknąć.

Postanowiła pozwolić braciom zająć się tym stworzeniem, sama zaś tylko uważnie ich obserwowała, bo nie miała właściwie niczego do dodania. Tak naprawdę to myślała tylko o tym, żeby stąd jak najszybciej wyjść.




RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 22.01.2025

Zmarszczył brwi patrząc na siostrę nadal podnoszącą głos, teraz na niego. Co do licha, przecież powiedział, ze może piszczeć, o co jej chodzi.
- Ale ja powiedziałem, że może piszczeć, wiem, że jesteś dziewczyną, znam cię dziewiętnaście lat - odpowiedział jej  skonfundowany, czyżby nie usłyszała co dodał na koniec? W sumie to przez własny pisk mogła nie słyszeć, dlatego nieco bardziej wyrozumiale pokiwał głowa. - Dobra, obiecuje, że do powrotu z Egiptu nie będę się ciebie czepiał, a w zamian nie krzycz na mnie - dodał dodając w swoim przekonaniu przezabawna pantomimę dłubania w uchu, jakby mu coś tam utknęło po jej piskach i wrzasku. Taka oferta rozejmu nie była przecież czymś nowym wśród rodzeństwa. Zaoferowanie takiej wymiany było dość lukratywne dla obu stron na czas ich "wycieczki".
- Ja się nim zajmę, trzeba do doprowadzić do stanu używalności zanim z nim się porozumiemy, nie ma co mu dwukrotnie tłumaczyć, jak jest pijany i potem na kacu - stwierdził do brata i przyglądając się jak wraz z siostrą znikają w niezbadanych jeszcze pokojach uśmiechnął się figlarnie. Odwrócił się w kierunku skrzata i poklepał go ręką po policzkach, żeby go doprowadzić do stanu używalności jako tako. A następnie bez zbędnych ceregieli wyciągnął ku niemu rękę, skupiając się na tym aby odesłać go do jego sypialni, niech prześpi się do rana, aż wytrzeźwieje.

Zauroczenie - Zmuszenie go do pójścia do swojego posłania
[roll=N]
[roll=N]


RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 23.01.2025

-Może oboje się uspokójcie? - nie było im to teraz potrzebne. -Jest zbyt pijany, żeby cokolwiek zrobić. Nawet gdyby próbował używać magii, nie sądzę, żeby mu to wyszło - powiedział do Rity spokojniej, żeby jej bardziej nie denerwować.

Miała prawo się zestresować. Człowiek pod wpływem alkoholu był zdolny do różnych rzeczy, ale nikt nigdy nie mówił, co do czego zdolne były skrzaty? I chociaż dla niego pisk siostry wcale nie był przyjemnym dźwiękiem ani to czepianie się jej za taką, a nie inną reakcję nie było wcale dobrym pomysłem.

Na obietnicę Theo jedynie pokręcił głową. Skaranie boskie z tym chłopakiem. Mógłby, oczywiście, powiedzieć, żeby Theo najlepiej nie czepiał się Rity tak, powiedzmy, do końca ich życia, ale czy ich brat by go posłuchał?

Pozbawiony butelki skrzat odwrócił głowę w stronę Jaspera, podniósł się chwiejnie i wyciągnął ręce po swoją własność, czkając i mamrocząc coś łamiącym się na granicy płaczu głosem. Jak dziecko, któremu zabrano lizaka. Jessie przewrócił oczami, podnosząc rękę wyżej. Skrzat chyba nie miał w zamiarze używać magii.

-Panu już starczy. Zamykamy bar - powiedział, czekając tylko, aż skrzat padnie na tyłek i wybuchnie płaczem.

Jak długo był tu sam i co takiego sprawiło, że doprowadził się do takiego stanu? Picie piwa kremowego, które do picia się już nie nadawało? Może trzeba by go czasami odwiedzać, dopóki rodzice ciotki Amelii nie zdecydują się na powrót do swojego domu? O ile mieli zamiar kiedykolwiek podjąć taką decyzję... O ile wciąż żyli...

-Jest twój, ale postaraj się, żebyśmy nie musieli się za bardzo potem tłumaczyć, dobrze? - sam chyba nie miał cierpliwości do ogarniania pijanego skrzata, więc decyzja Theo mu odpowiadała.

O ile mu pozwoliła, otoczył Ritę ramieniem i poprowadził ją na piętro. W końcu miał sprawdzić tamte pokoje, ale pijany skrzat ściągnął go na dół.

-Dasz radę wytrzymać? To tylko jedna noc i jest mała szansa, że tu wrócimy. A nawet jeśli, to dom będzie w lepszym stanie - próbował ją uspokoić.

Butelkę z piwem, którą wciąż trzymał w dłoni, wyparował magią, podobnie jak butelki, które widział wcześniej w gabinecie.

-Wiesz, zastanawiałem się, czy spytać mamę, czy Anthony ma jakiegoś brata bliźniaka, o którym nikt nam nie mówił - zmienił temat. -Kontaktowałaś się z kimś po występach Muzy? Ta dziewczyna, która była prowadzącą, to twoja koleżanka, tak? Jak ona miała na imię?




RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 22.02.2025

- Nie chce z tobą rozmawiać! - Krzyknęła do Theo, nie panowała już nad sobą zupełnie, nie miała pojęcia o co właściwie mu chodziło, nieco się zgubiła w tej całej sytuacji. To było dla niej zdecydowanie zbyt wiele, nie chciała tu dłużej być, chciała być gdzieś indziej i demonstrowała to całym swoim ciałem.

- To się uspokój i mnie nie wkurzaj! - Cóż, obietnica nieczepiania się jej do powrotu z Egiptu była całkiem nienajgorszą możliwością, była gotowa na nią przystać. Zresztą aktualnie naprawdę nie chciała niczego innego, jak tylko i wyłącznie wyjść z tego zakurzonego domu. Od samego początku wiedziała, że pojawienie się tutaj nie było najlepszym pomysłem, jak widać - miała rację.

- Na co komu pijane skrzaty, czy one nie powinny zajmować się domem? - Rzuciła jeszcze kolejne pytanie, na które potrzebowała odpowiedzi. - Może ciotka powinna go zwolnić ze swoich obowiązków, skoro sobie z nimi nie radzi i przyjąć innego? - Zdecydowanie ten pomysł wydawał się jej być właściwym.

Theo chyba udało się zrealizować swój plan, bo skrzat zniknął sprzed ich twarzy, co uważała za spory sukces. Zaczęła oddychać spokojniej, powoli schodził z niej stres związany z tą sytuacją, w której się znaleźli.

- Jeśli ten skrzat nie będzie nas niepokoił to może dam radę. - Powiedziała do swojego bliźniaka, jednak nie brzmiała jakby była szczególnie przekonana co do zasadności tego pomysłu. Zdecydowanie wolała znaleźć się w swoim łóżku, ale na to chyba nie było już szansy.

- W sumie to nie takie głupie, ten facet wyglądał jak on. - Nie rozmawiali jeszcze z bratem na temat tego, co działo się podczas jej ostatniego występu, a chyba faktycznie wypadałoby to przegadać. - Raphaela, tak to moja koleżanka, nie chciałam jej niepokoić, chyba minęło już tyle czasu, że mogłabym się do niej odezwać. - Podejrzewała, że sporo osób atakowało jej koleżankę pytaniami, nie chciała być jedną z nich, wolała zaczekać, aż wszystko chociaż nieco się uspokoi.




RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 28.03.2025

- Ale ja jestem spokojny, jak zawsze - odpowiedział z zawadiackim uśmiechem na ustach, tym dobrze znanym rodzeństwu i świadczącym, ze wcale taki spokojny nie jest. Wręcz przeciwnie był w idealnym nastroju do dokazywania i przekomarzania się dalszego. Ale nie robił tego, chyba faktycznie potraktował swoje słowa kierowane do Rity całkowicie poważnie.

- Zapewne pił z tęsknoty za swoją panią, może nie mógł się pogodzić z jej stratą? W żałobie robi się różne głupie rzeczy - mruknął tylko, bardziej do siebie niż do rodzeństwa, patrząc jeszcze za skrzatem, który zniknął gdzieś w głębi domu. Miał nadzieję, że nagle nie zwiedzie go ponownie do zapasów i nie będzie pił dalej, będzie musiał to sprawdzić, ale to może jeszcze chwilę poczekać.

Przysłuchiwał się jednym uchem rozmowie rodzeństwa, ale oczami wodził po wnętrzach domu ich ciotki. Z zaciekawieniem przyglądał się portretom pokrytych kurzem jak i wszelkim bibelotom widocznym w danym pomieszczeniu. Dlatego z nieco opóźnieniem zarejestrował fakt o czym, a raczej kim mówili.
- Też spotkaliście tego miłego faceta, który wyglądał łudząco do wujka Tony'ego? On jest francuzem - zapytał z ożywieniem przypominając sobie ten sierpniowy wieczór, kiedy pod teatrem spotkał Gabriela. Był co prawda dość ekscentryczny, wydawał się być starszy niż na to wskazywał jego wygląd, przez co dawał mu jakieś niejasne odczucia, ale w gruncie rzeczy sprawiał miłe wrażenie. Nie miał okazji jeszcze poruszać tej sprawy z innymi. - O czym wy w sumie mówicie? - odwróci się teraz już przodem do rodzeństwa i składając dłonie za plecami, przyglądał się im z zaciekawieniem, chyba jednak odpłynął za bardzo podczas przyglądania się wystrojowi wnętrza.


RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 01.04.2025

-Tak, powinny - odpowiedział bliźniaczce z lekkim westchnieniem. -I, podejrzewam, że wcześniej bardziej przykładał się do swojej pracy, inaczej ten dom wyglądałby o wiele gorzej.

Wyciągnął różdżkę i zatoczył ramieniem okrąg, następnie podszedł do okna i otworzył je na oścież, podczas gdy magia ścierała kurze, zamiatała pajęczyny i ustawiała książki i inne ozdobniki, poprzewracane i poprzestawiane z jakiegokolwiek powodu. Zaciągając się głęboko świeżym powietrzem, oparł ręce o parapet i wychylił się, przesuwając wzrokiem po ulicy, żyjącej własnym życiem.

-To byłoby okrutne z jej strony - spojrzał przez ramię na siostrę. -Nie wiemy, co stało się z rodzicami ciotki, więc nie wiemy, dlaczego go tu zostawili. Theo miał rację, pewnie zapijał tęsknotę. Ciotka mogła zapewnić mu jakieś towarzystwo albo oddać go komuś, komu mógłby służyć.

Przygryzł dolną wargę, bo już zaczynały napływać do jego głowy myśli, że podczas spacerów z Benjim może mógłby tu wpadać i chociaż przez chwilę dotrzymać mu towarzystwa. Zaklął cicho i zmierzwił sobie włosy. O tym to powinna pomyśleć ciotka Amelia, a nie oni - to nie im służył ten skrzat, więc nie na nich spoczywała odpowiedzialność za niego.

-Pozdrów ją ode mnie, jeśli będziesz do niej pisać. Chyba bardziej, niż to podobieństwo, zaniepokoiła mnie reakcja Jonathana - przyznał, odwracając się przodem do siostry i krzyżując ręce na piersi. -Niby mówił, że to przez to, że tamten mężczyzna jest... nie jest przychylny mieszaniu krwi, ale... Może w tym momencie wymyślam, ale mam wrażenie, że to nie o to chodzi, a dobrze wiemy, jak bardzo mama i wujkowie lubią nie mówić nam wszystkiego - jak na przykład tego, co stało się w Mediolanie między Charlotte i Jonathanem.

Oczywiście, oni również nie opowiadali reszcie rodziny o wszystkim, co im się przydarzyło. Jessie wciąż nie powiedział nikomu, poza Jonathanem (który też nie dowiedział się od niego), o swoim lipcowym spotkaniu z wampirem.

-Francuzem? - uniósł brew na słowa Theo. -Czekaj... "Też"? Spotkałeś go? Kiedy?




RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 01.04.2025

- Cóż, nie wiem, co o tym myśleć. Nie chciałabym mieć takiego skrzata. - Rita nie wydawała się być szczególnie zachwycona podejściem stworzenia do swoich obowiązków. Jasne, mógł przeżywać w ten sposób jakąś stratę, ale to nie zmieniało faktu, że znajdował się w tym miejscu tylko przez to, że był potrzebny jego mieszkańcom. Zawalił na całej linii.

- Tak, wszystko wina ciotki. - Potwierdziła słowa Jaspera. Ciotki, której twarzy nie mogła sobie przypomnieć, bywało i tak. Bardzo nie chciała tutaj być, nie chciała też zastanawiać się nad losem tego skrzata. Uważała, że powinni już sobie stąd pójść, nie podobało jej się to miejsce. Wolałaby znaleźć się w domu, wcale nie kryła swojego niezadowolenia.

- Oczywiście, że ją pozdrowię. - Skoro brat tego chciał, to nie widziała wobec tego drobnego gestu żadnych przeciwwskazań. Mogła bez mniejszego problemu pozdrowić swoją koleżankę. Swoją drogą nadal nie do końca rozumiała to, co wydarzyło się podczas ostatniego koncertu Muzy.

- Widziałam go chyba przelotnie. - Właściwie to widzieli go razem z bliźniakiem. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie wtrącała się jakoś szczególnie w takie sprawy.

- Zapewne twoje przeczucia mają sens. Mam wrażenie, że oni zapominają o tym, że jesteśmy dorośli i trzymają nas z daleka od wszystkich informacji. - Co nieszczególnie jej się podobało, wręcz przeciwnie. Jasne, pewnie chcieli, aby byli bezpieczni, ale nie mogli trzymać ich pod kloszem przez całe życie, to nie miało najmniejszego sensu.

- Podczas ostatniego koncertu muzy coś się wydarzyło, właściwie to nawet ciężko mi to opisać. - Nigdy nie dotarła do tego, co naprawdę tam się stało, może Jessie będzie w stanie więcej opowiedzieć Theo.




RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 13.04.2025

Nie skupiał się aż tak na rozmowie rodzeństwa, samemu bardziej zajmując się "porządkowaniem" domu, w którym się znaleźli. Raz po raz machając dłonią, aby pozbyć się kurzu, czy przetrzeć jakąś powierzchnię dokładniej. Doprawdy, nawet jeśli faktycznie ten skrzat tak tęsknił i opłakiwał swoją panią - to jednak dopuszczenie domu do takiego stanu nie było czasem ujmą dla jego gatunku? Pokręcił głową z niemą dezaprobatą. Miał tylko nadzieję, że uda im się znaleźć jakieś czyste pościele, żeby mieli w czym spać. Ale nawet jeśli nie, to w sumie ten jeden dzień może kimnąć w ubraniach na jakiejś kanapie, nie miał wielkich wymogów wbrew pozorom.

Od rozmyślań oderwało go pytanie brata - na które zmarszczył brwi i popatrzył na niego, przerywając przeglądanie dokładniejsze pomieszczenia i znajdujących się tu rzeczy.
- No tak, nie wiedziałeś tego? Wystarczyło z nim porozmawiać - wzruszył ramionami i podrapał się po skroni. - Jakieś kilka dni temu, spotkałem go po sztuce w The Globe, a potem spędziliśmy na rozmowie nieco czasu w Fontannie Szczęśliwego Losu - interesujący człowiek - zakończył powracając do tego co przerwał. Zanim będą mogli sobie odpocząć i spędzić tutaj noc czekało ich jeszcze trochę sprzątania, dlatego nie zamierzał go odkładać na później - za to rozmowę mogli odbyć o później, przy kolacji czy podczas odpoczynku.

Koniec sesji