![]() |
|
[18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine (/showthread.php?tid=3819) Strony:
1
2
|
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 14.09.2024 Longbottom wsunął różdżkę do elastycznej kabury przytłoczonej do spodni tuż przy udzie, uznając ich starcie za oficjalnie zakończone. Teraz przyszła pora na... Nie, nie obiad. Omówienie tego, jakie dokładnie decyzje podjęli podczas tego małego wyzwania.
— Liczyłem, że cię to nieco spowolni — wyjaśnił, przeciągając ostatnią sylabę. — Gdybyś się tak nie rzucała w powietrzu i nie walczyła z zaklęciem, to mógłbym zakraść się bliżej i uderzyć z mniejszej odległości. — Uśmiechnął się pod nos, jakby myśl ta z każdą chwilą jawiła mu się jako coraz bardziej interesująca. — Oczywiście, nie miałem zbytnio szansy tego zrobić. — Kąciki ust mężczyzny opadły nieco, a spojrzenie stało się bardziej mętne. — Dobrze sobie poradziłaś z kontratakiem. Nie czekałaś na to, co zrobię, a po prostu... Ruszyłaś dalej z planem. Może to jest właśnie moja pięta Achillesowa?, pomyślał Erik, przekrzywiając lekko głowę w bok i przyglądając się z uwagą Geraldine. Chociaż miał za sobą całe lata doświadczeń związanych z Klubem Pojedynków oraz pracą w Brygadzie Uderzeniowej, tak przez większość czasu starał się grać czysto. Jakby dana potyczka miała być jedynie towarzyskim starciem. Owszem, przy Śmierciożercach nie miał zbyt dużych oporów, ale przecież nawet on mógł się zawahać. W niedalekiej przyszłości ten brak rozwagi mógł go wiele kosztować. Tak jak i wielu innych. Wypuścił powoli powietrze z ust. Ech... Przecież doskonale wiedział, że prędzej czy później będzie musiał się dostosować. Tak jak nawet jego najbliżsi stawali się coraz mniej ufni, tak on dalej starał się wyciągać do każdego pomocną dłoń i witać ich z uśmiechem. Sporo ryzykował - po Beltane trudno było przewidzieć, skąd nadejdzie kolejny atak. Od współpracownika? Właścicielka kiosku na Pokątnej? Sąsiada? Opcji było tak wiele... Może nadwyżkę zaufania powinien sobie wynagrodzić większym zdecydowaniem w sztuce pojedynków? To też było jakieś rozwiązanie. — Nie wiedziałem, że urządzacie sobie babskie wieczory ze szpadami w dłoni — przyznał, marszcząc delikatnie czoło. — Mam nadzieję, że tylko razem ćwiczycie, a nie bawicie się w jakiejś... Mścicielki... które latają po wioskach i miastach, szukając guza. — Uśmiechnął się nieśmiało do Ger, wierząc w to, że kobieta go w razie czego nie okłamie. — Nie robicie takich rzeczy, prawda? Prawda? W ostatnim czasie był nieco przewrażliwiony na punkcie swojej siostry. — Bo jeśli robicie, to... Chciałbym usłyszeć najbardziej entuzjastyczną wersję tego scenariusza — uprzedził od razu, modląc się, aby Yaxley zaraz nie zasypała go opowieściami o tym, jak dwie czarownice były zmuszone leczyć własne rany, wysysać jad dzikich zwierząt ze swoich ran i faszerować się medykamentami, kiedy nikt nie patrzył. Dobry Merlinie, miej je obie w opiece. RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2024 Gerry zrobiła to samo, co Erik. Również schowała różdżkę, pojedynek się zakończył. W sumie była nawet zadowolona z jego przebiegu, nie zrobili sobie krzywdy, co było już sporym sukcesem, a przy okazji pokazali kilka nowych zagrywek. Wiatr rozwiewał jej włosy, które wysuwały się z warkocza, który również poruszał się w rytm tylko sobie znanej melodii. Policzki miała rumiane od zmęczenia, bo przecież trochę się przy tym wszystkim poruszali, na jej twarzy gościł uśmiech świadczący o zadowoleniu. Zbliżyła się powolnym krokiem do przyjaciela i stanęła tuż przed nim. - Nie, nie ruszyłam dalej z planem. - Zaśmiała się cicho. - Powinieneś zdawać sobie sprawę tego, że ja nigdy nie planuję - Gerry była przecież chodzącym chaosem, nie była w stanie zaplanować niczego w swoim życiu, a tym bardziej podczas walki. - Po prostu działam, biorę to co mi dajesz, a ja próbuję się do tego dostosować. - Nigdy nie zwlekała, nie czekała na dalsze posunięcia przeciwnika, po prostu szła dalej, niczym taran. - Chociaż nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło, dobra robota. - Pochwaliła go jeszcze, bo zasłużył na to. Podobał jej się przebieg ich walki, bo nie należała do najprostszych, a Yaxleyówna lubiła wyzwania. - Nie martw się, nie namawiam twojej siostry do robienia głupot, od tego mam ciebie. - Zażartowała jeszcze, tak naprawdę nigdy nie wzięłaby ze sobą Longbottomów, gdyby miała wybór i pewność, że pojawi się ryzyko. Byli jednymi z nielicznych czystokrwistych, których darzyła sympatią. Szkoda by było, aby stała im się krzywda, i tak już dostatecznie ryzykowali podczas swojej pracy. Wolała nie dokładać im kolejnych niebezpieczeństw. - Spotykamy się czasem na sparingi, wiesz, że dobrze jest zmieniać przeciwników, żeby móc dostosować się do różnych trików. - Niestety jeśli chodzi o szermierkę, to wybór konkurentów był dosyć mocno ograniczony, niewiele rodzin nadal praktykowało ten sposób walki, a szkoda, przecież był naprawdę wspaniały. - Nie musisz się martwić. - Dodała jeszcze, bo rozumiała z czego wynikają jego pytania, zresztą mogła się spodziewać tego, że pomyślał, że może namawiać kogoś do lekkomyślności. Ta opinia nie wzięła się znikąd. Ger nie należała do szczególnie rozsądnych osób. - Dziękuję za starcie, liczę, że niedługo to powtórzymy. - Dodała jeszcze, po czym skłoniła się nieco za bardzo oficjalnie i aportowała. Koniec sesji
|