Secrets of London
[16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Brighton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=155)
+---- Wątek: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna (/showthread.php?tid=3251)

Strony: 1 2 3


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Brenna Longbottom - 26.05.2024

Brenna umknęła spod ciosu: paznokcie rozorały wodę tuż przed jej twarzą. Ale aby to zrobić musiała gwałtownie się poruszyć i wypuścić włosy, a chwilę później istota rzuciła się do ucieczki.
Bardzo chciałaby ją złapać. Być może to ona próbowała utopić Theo - i może to ona jakiś czas temu wciągnęła do wody samą Brennę. To mogła być kolejna z jej wielu ofiar i niekoniecznie przestanie po tym jednym razie. Kobieta sięgnęła nawet odruchowo po różdżkę, ale dostrzegła, że chłopak wcale nie wypływa na powierzchnię i natychmiast zrozumiała, że albo spróbuje dorwać magiczne stworzenie, albo nie pozwoli temu dzieciakowi utonąć. Nie mogła zadbać o te dwie rzeczy jednocześnie.
To nawet nie był wybór. To była oczywistość.
Może kiedyś, w przyszłości, na jego ręku pojawi się czarny tatuaż, może zostanie schwytany po dokonaniu zbrodni, i ona pozna jego twarz z listów gończych, a może to ona zginie z jego ręki – i wtedy przyjdzie jej gorzko pożałować tego, co zrobiła tego dnia. W tej chwili jednak bez wahania chwyciła go po prostu i pociągnęła w górę, na powierzchnię.
Na całe szczęście, byli blisko molo. Może i była sprawnie fizyczna, ale niedoszli topielcy rzadko ułatwiali wyciągnięcie ich z wody, tym razem jednak wystarczyło tylko przepłynąć metr, by znaleźć się obok krańca pomostu.
– Żyjesz? – spytała, próbując jedną ręką chwycić się desek, a drugą wciąż go podtrzymywać.

Na unik
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Charles Mulciber - 26.05.2024

To działo się zbyt szybko i zbyt... no właśnie. Było to wszystko zbyt. Emocji było zbyt wiele i Charles miał wrażenie, że większość z nich nawet nie należy do niego. Przerażenie, beznadzieja, poczucie nadchodzącej zguby - owszem, te miały źródło jak najbardziej w jego głowie. Ale to pożądanie, które teraz tak szybko znikało? Zachwyt nieznajomą w wodzie? Chęć oddania się jej całym?

Magia, która wpływała na młodego Mulcibera, pierzchła, gdy syrena pokazała swoje prawdziwe oblicze i wydała się mieć ochotę zrobić sobie z niego kolejny posiłek. Ramiona, w które wbiła szpony, bolały, a krew barwiła wodę na szkarłat. I choć Charlie już zaczynał myśleć, że w tym miejscu skończy się jego przygoda nie tylko z Anglią, ale i z życiem, do szarpaniny dołączył ktoś jeszcze. Parę chwil później silna dłoń złapała go i pociągnęła ku górze, ku powietrzu i ku molo, z którego wcześniej spadł.

Charlie zaczął kaszleć, gwałtownie walcząc o każdy oddech. Kurczowo łapał się tak swojej ratowniczki, jak i pomostu, nie chcąc po raz kolejny zostać porwanym przez wodę. Nie miał pojęcia o pływaniu, lecz deski szczęśliwie były blisko i pozwalały tryzmać się przy powierzchni mimo ciała, które ciążyło jak ołów.

- Co to... co to było?! - Zdołał wydusić, gdy wzrok już wyostrzył się na kobiecie przy nim. Oboje byli przemoczeni i oboje krwawili. Nie wyglądało to dobrze. - Pomocy... - Jęknął, spanikowany, jak gdyby pusta plaża mogła przynieść im ratunek. - Pomocy!


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Brenna Longbottom - 26.05.2024

Ona sama była zaledwie zadraśnięta, nic, co nie zagoiłoby się nawet samo, nie wspominając o zniknięciu pod wpływem kropli wiggenowego. Wyglądało jednak na to, że chłopaka syrena mocno poszarpała, a słona woda i chłód tylko pogarszały sytuację.
- Trzymaj się pomostu, nie mnie - poleciła, chwytając go za rękę, by zmusić do chwycenia się barierki. Póki czepiał się jej, mogli zaraz z powrotem skończyć pod wodą, a jeżeli tamta wróci albo miała koleżanki...
Nie odpowiedziała na jego pytanie. Wydostanie się z wody było ważniejsze, a poza tym wciąż nie miała pojęcia, czy właśnie nie wyciągnęła jakiegoś mugola. Sama podciągnęła się, wygrzebując na pomost, odruchowo sprawdziła, czy nie zgubiła różdżki, a potem pochyliła się, by i jemu pomóc wydostać się na deski.
Włosy lepiły się jej do policzków i szyi, ubranie było kompletnie przemoczone, a gdy zawał wiatr, zadrżała z zimna. Zignorowała chwilowo to wszystko i chwyciła za jego rękę, by sprawdzić, jak głębokie są rany zostawione na ramionach.
- Błagam, powiedz, że nie jesteś mugolem - poprosiła przy okazji podczas oględzin. Bo jeżeli był mugolem, i tak nie zrozumie, o co pyta, za to będzie musiała albo wpychać mu bajeczkę o jakiejś wariatce, która chciała go utopić, albo ciągnąć go do amenstazjotarów. A jeśli obrażenia będą bardzo poważne, to najpierw do Munga, potem na czyszczenie pamięci, a potem to już będzie siedziała przy biurku i uzupełniała całe stosy raportów, na co nie miała najmniejszej ochoty… – Uduszę Rowle’a – dodała jeszcze chociaż bardziej do siebie niż do niego, bo przecież on nie mógł wiedzieć, że Departament, który miał się zajmować takimi przypadkami, chyba sprawę absolutnie zignorował… – Jesteś ranny gdzieś jeszcze? Wisisz mi deser. Cholera, a miałam tam porcję czekoladową – dodała jeszcze, kciukiem wskazując na resztkę lodów, które porzuciła na pomoście i zamieniały się teraz właśnie w smętną breję na drewnie nieopodal nich. Absurdalna w tej sytuacji gadka? Owszem. Ale Brenna trochę była po prostu zmęczona, a trochę chciała go zdezorientować i odciągnąć uwagę od niedawnej grozy.


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Charles Mulciber - 27.05.2024

Morze było zimne mimo pełni lata, rany bolały, gdy dostawała się do nich sól, a panika nie ustępowała. Charlie, choć trzymał się pokrytego algami pomostu, co chwilę łykał kolejną porcję morskiej wody. Nie był zbyt sprawy w wygrzebywaniu się na pomost, ale Brenna dała radę! Już po chwili Charles leżał na deskach, które jeszcze parę chwil wcześniej uznawał za chybotliwe i niepewne. Teraz były jednak ratunkiem, jakiego potrzebował.

Podniósł się na rękach, by wykaszleć kolejną porcję wody. Bryza owiała go i mimowolnie zadrżał, choć było tak ciepło!

- Mu...- - Zachłysnął się, chcąc odpowiedzieć kobiecie i dopiero po chwili wycharczał resztę słowa: - Mulciber. - Przedstawił się. Nie był mugolem, ale nie był też byle mugolakiem! Był pełnokrwistym czarodziejem z krwi i kości! - Charles. - Dodał imię, jakby to miało cokolwiek zmienić. - Uratowałaś mnie.

Przekręcił się na plecy i chwilę oddychał ciężko, łapiąc oddech, ciesząc się słońcem, ciesząc się wolnością od tego, co go dorwało! Przymknął powieki, by dać sobie jeszcze jedną chwilę. Wracał do siebie. Wracał do zmysłów.

- Kupię ci całą lodziarnię. - Obiecał, nie otwierając jeszcze oczu. - Całą... cholera. - Skrzywił się delikatnie. - To boli. To był druzgotek?


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Brenna Longbottom - 27.05.2024

Brenny nie obchodziło, czy był mugolakiem, półkrwi czy czystej krwi – liczyło się tylko to, że nie musiała kasować mu pamięci ani opowiadać bajek. Nazwisko, które usłyszała, wywoływało w niej raczej negatywne niż pozytywne skojarzenia: ci już za rządów Leacha pokazali, po której stoją stronie. Mimo to uważnie obejrzała rany Charlesa, a jej wyraz twarzy nie zmienił się ni o jotę.
Nazwisko w końcu nie decydowało o wszystkim, a ona miała przed sobą młodego, rannego chłopaka. I samo imię przywoływało obraz innego młodzieńca w tarapatach. Też z konserwatywnej rodziny.
– Cześć, Charlie, jestem Bre – powiedziała po prostu, pozwalając mu chwilę odpocząć na deskach, chociaż gdy upewniła się, że zaraz się jej tu nie wykrwawi, jej wzrok ześlizgnął się na taflę wody. Wciąż mięśnie ramion miała napięta, a gdy tylko puściła rękę chłopaka, dłoń znalazła się tuż przy różdżce. Nie mogła mieć pewna czy zaraz znów nie rozbrzmi śpiew, który zaprowadzi ich oboje w morskie odmęty. – Lodziarnia nie będzie konieczna, tylko żartowałam, mam po prostu strasznego pecha, bo jak ostatnio chciałam zjeść lody nad wodą, też prawie skończyłam utopiona, a mój brat jak to zobaczył, to upuścił nasze lody w piasek, skandaliczne niedopatrzenie z jego strony – stwierdziła, pozornie bardzo beztrosko, chociaż nie odrywała przecież wzroku od fal, szukając pomiędzy nimi błysku łusek.
Istota najwyraźniej odpłynęła jednak i nie zamierzała wracać. Może oczarowanie dwóch osób na raz było dla nich trudniejsze?
– Nie mam pojęcia, co to było – przyznała, a jej uwaga znów została ściągnięta na chłopaka, gdy jęknął z bólu i pochyliła się nad nim, znowu zerkając na poszarpaną koszulę i głębokie szramy na rękach. – Ale jestem właściwie pewna, że nie druzgotek. Nie przychodź tutaj więcej – mruknęła, bo skoro raz doszło tu do ataku, nic nie gwarantowało, że to się nie powtórzy. – Zabrać cię do Munga? – zapytała z wahaniem, widząc grymas bólu na jego twarzy. Być może obrażenia były poważniejsze niż się jej zdawało.


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Charles Mulciber - 28.05.2024

- Bre. - Powtórzył jej imię. Było zdecydowanie dziwaczne, ale nie był na pozycji, w której mógłby cokolwiek oceniać. Musiał przyjąć pomoc od tej, która go ratowała. - Obiecałem ci lodziarnię, ale... ale może faktycznie tylko lody będą lepsze.

Charles przetarł twarz, zbierając z niej resztę wody. Był mokry, włosy lepiły się do czoła, a rozcięcia bolały, ale hej! przynajmniej był żywy! Leżał na deskach pomostu i mógł uwierzyć w to, że jeszcze przez chwilę był bezpieczny, gdy czuwała nad nim Bre. Odkaszlnął, ale oddech miał już wyrównany.

- Tym razem nie byłaś to ty, topiąca się, znaczy. Dzięki... dzięki za ratunek. - Podniósł na nią spojrzenie. - Nie musisz mi powtarzać, więcej nie pojawię się w tym przeklętym mieście. Nie mogłabyś... sama mnie połatać? - Poprosił. Przecież nie był umierający! To tylko parę rozcięć! - W Mungu pracuje mój brat, wolałbym go nie niepokoić.

Prawda była inna: Leonard mógłby powiedzieć ojcu, że Charlie wpadł w kłopoty! A to znaczyłoby kolejne kłopoty w domu...


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Brenna Longbottom - 28.05.2024

– Dobrze, bo zupełnie nie miałabym czasu, żeby taką prowadzić. Poza tym nie umiem robić deserów lodowych ani rurek z kremem. Moja specjalizacja to kanapki i sałatka z kurczakiem. Jestem wirtuozką kanapek, zwłaszcza z bekonem – oświadczyła Brenna, a potem podniosła się i wyciągnęła ku niemu rękę, gotowa pomóc chłopakowi wstać, gdy już najwyraźniej doszedł chociaż trochę do siebie. – Nie ma sprawy. I powinniśmy zejść z tego pomostu – powiedziała, i o ile wcześniejsze słowa o lodziarni i kanapkach wypowiadała dość beztrosko, tak teraz zabrzmiała dość poważnie. Nie mogła być pewna, że jeśli znów rozbrzmi syreni śpiew, to oboje mu nie ulegną i nie chciała ryzykować ani jego, ani swojego życia.

– To nie takie proste – mruknęła, jeszcze raz spoglądając na poszarpane rękawy. – Mogę je oczyścić i założyć opatrunek, ale żeby leczenie było trwałe, potrzebujesz eliksirów. Dziś żadnego nie mam przy sobie.
Zwykle je nosiła, ale nie spodziewała się, że szukając śladów tej istoty, będzie potrzebowała akurat wiggenowego. Powinna być bardziej zapobiegliwa.
– Mogę cię zabrać do apteki Lupinów i tam kupimy jakieś mikstury, ale najlepiej, gdyby obejrzał cię magomedyk.
Nie znała się na magicznych stworzeniach. Nie miała pojęcia, czy na tych szponach nie było jakiejś trucizny, czy zwykły eliksir leczący wystarczy, aby nie wdało się jakieś zakażenie. Nie za bardzo jednak była w pozycji do wymuszania na młodym Mulciberze czegokolwiek. Na razie rozejrzała się, i gdy upewniła się, że w pobliżu nie widać żadnych mugoli, wyjęła różdżkę, a fala ciepłego powietrza otoczyła ich oboje i zaczęła osuszać przemoczone ubrania oraz włosy.


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Charles Mulciber - 01.06.2024

Charlie skupił się na Brennie. Teraz, gdy emocje opadały, mógł dokładniej przyjrzeć się swojej wybawczyni. Nie była brzydka, to mógł stwierdzić na pierwszy rzut oka, ale nie przypominała mu nikogo znajomego. W Londynie był od niedawna i nie znał wielu osób, poza swoją najbliższą rodziną. Kusiło go, by dopytać o jej status krwi, jednak powstrzymał się. To nie był odpowiedni moment.

- Lubię kanapki z bekonem. - Uśmiechnął się lekko, ale zaraz speszył. Nie przemyślał tych słów! - To znaczy... tak. Zejdźmy z pomostu.

Zwleczenie się ze zbutwiałych desek było kolejnym wyzwaniem, na które młody Mulciber nie był gotowy. Powoli podniósł się i zszedł na plażę, krok po kroku, badając każdą kolejną deskę stopą nim odważył się na niej stanąć. Jednocześnie nie patrzył na boki. Nie mógł.

- Dziękuję, powinienem mieć jakiś eliksir w domu. - Powiedział cicho. Wuj w apteczce musiał przecież mieć zapas najpotrzebniejszych eliksirów! - Ale ta apteka też brzmi dobrze. W domu poproszę brata, żeby mnie obejrzał. W razie czego. - Kłamstwo było ewidentne. Nie przyzna się przecież Leonardowi, że wpadł w łapy... nie-druzgotka. Przyjemny dreszcz przeszedł go, gdy owiała go fala ciepłego powietrza.


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Brenna Longbottom - 02.06.2024

- Uznałabym, że jesteś bardzo dziwny, gdybyś nie lubił - oświadczyła lekko, posyłając mu uśmiech. Słowa wypowiedziała tylko na wpół serio, bo chociaż sama uwielbiała takie kanapki, to przecież znała kilka wegetarianek i nie próbowała wpychać im mięsa do gardła.

Prawdopodobnie pytanie o status krwi w tej chwili... po prostu utrwaliłoby jej opinię o Mulciberach. Może odpowiedziałaby coś wymijającego, w rodzaju „najgorszy możliwy”, tylko po to, by zobaczyć, w jaki sposób chłopak zareaguje. Wskoczy do wody znowu, bo uratował go ktoś niedostatecznie „czysty”? Pytanie nie padło jednak, Brenna więc ruszyła ku plaży, a ledwo zorientowała się, że chłopak idzie coś wolno i nie patrzy zupełnie na wodę, zwolniła, aby pozostać przy jego boku. Był młody, ranny i omal nie zginął: miał pełne prawo czuć się tutaj niepewnie. Sama zerkała to na niego, upewniając się, że wszystko w porządku, to na wodną powierzchnię, ale nie dostrzegła żadnych oznak, że mordercza istota powróciła. Ciepły wiatr osuszył częściowo skórę, włosy i ubrania, chociaż nie w stu procentach, i choć nie ociekali już, to buty i ciuchy pozostawały trochę wilgotne.

– Twój brat jest medykiem? W takim razie teleportować nas pod aptekę Lupinów, czy dasz radę przenieść się do swojego domu? – spytała, gdy stanęli już na piasku, w pewnym oddaleniu od wody. Zmierzała go trochę sceptycznym spojrzeniem, bo miała pewne obawy, że z takimi ranami i wyraźnie wstrząśnięty niedawnym atakiem, nie zdoła wylądować u celu, albo co gorsza się rozszczepi, ale przecież nie mogła siłą złapać go za rękę, deportować się z nim i zaciągnąć do apteki Lupinów. – Możesz to potem zgłosić do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, jeśli chcesz.
Może wtedy do cholery coś się w tej sprawie ruszy, skoro ją zupełnie zignorowano.


RE: [16 lipca 1972, Brighton] Utonę w twych oczach | Charles i Brenna - Charles Mulciber - 13.06.2024

Brenna wydawała się bardzo w porządku, skoro nie wyśmiała go z powodu jego stresowego uczepienia się tematu kanapki z bekonem! Wziął głębszy oddech i sam się uśmiechnął. Był już na piasku, obolały, ale żywy. Przeżył! Wszystko było w porządku. Brenna, kimkolwiek była i jaka krew płynęła w jej żyłach, stała się jego bohaterką.

- ...może pod aptekę. - Zdecydował w końcu, wiedząc, że Leonard może być poza domem, a i jego pomoc wiązałaby się z masą niepotrzebnych pytań. - Sądzisz, że to... to coś, co mnie zaatakowało, może wrócić? Tak, pewnie to zgłoszę...

Nie zgłosi. Nikomu się nie przyzna, że prawie utonął, bo chciał pocałować jakąś morską potworę! Z pewnością nie Ministerstwu, gdzie pracowała jego rodzina. Cokolwiek to było, nie zasługiwało na buziaki.

- Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Zostawisz mi do siebie namiar, żebym mógł się z tobą skontaktować? Odwdzięczyć?