Secrets of London
[09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic (/showthread.php?tid=3082)

Strony: 1 2


RE: [09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic - Florence Bulstrode - 12.04.2024

To co uchodziło, co nie uchodziło, co jest zbrodnią, a co nią nie jest, w opinii Florence Bulstrode mogło się nieco różnić od tego, jak do tych kwestii podchodzili inni. Na przykład za błędne oznaczenia na fiolkach z eliksirami najchętniej skazywałaby na ciężkie roboty fizyczne. Uważała też, że noszenie ubrań niedobranych odpowiednio kolorystycznie nikomu nie powinno uchodzić na sucho. Śmiecenie powinno być karane z całą surowością. Lista była długa i na pewno znalazłaby w zachowaniu Erika parę uchybień, gdyby w tej chwili nie zdawało się jej, że Erik jest bardzo przystojny, bardzo mądry i w ogóle z pewnością nigdy nie popełniał żadnych błędów.
Między innymi dlatego szła z nim w te przeklęte chaszcze.

– Jestem specjalistką od wszystkich urazów wywołanych zaklęciami. Klątwy to tylko część mojej specjalizacji. Zatrucia i obrażenia zadane przez magiczne zwierzęta to inna specjalizacja. Wątpliwe, aby ktoś tutaj spotkał smoka, natomiast prawdopodobne zdawało się, że może zetknąć się z nieprzyjemną magią – powtórzyła cierpliwie, tylko z powodu tegoż uwielbienia. Inaczej z pewnością westchnęłaby tylko, skomentowała, że Brygada Uderzeniowa musiała bardzo obniżyć kryteria awansu na detektywa i nawet nie wdawała się w żadne tłumaczenia, że jeżeli byli tu nieumarli, to prawdopodobnie i czarna magia. I że w ogóle, wolałaby być w tej chwili w szpitalu albo we własnym domu, i dlatego tak natarczywie dopytywała, czy ci nieumarli są, czy ich nie ma… Bo chwilowo tak bardzo lubiła Erika, że pobyt w Windermere nie wydawał się jej już taki straszny. – Amnestezjatorzy już kończą usuwać mugoli z terenu kempingu – odparła, chociaż przez moment się zawahała. Bo tym niby modyfikowano pamięć i odsyłano przedwcześnie z wakacji, ale może jednak kogoś przegapiono? Erik w końcu z pewnością miał dużo racji. Mimo to nie zgasiła różdżki, zbyt obawiając się, że za moment w ciemnościach wejdzie prosto w jakieś kolczaste jeżyny albo, o zgrozo, wielkie mrowisko.

– Skoro tak twierdzisz – odparła jedynie krótko na jego stwierdzenie, ale po prawdzie wciąż nie widziała niczego. Krzaki. Drzewa. Trawa. Może on był dostatecznie bystry i spostrzegawczy, by spojrzeć na to i natychmiast dostrzec jakieś nieprawidłowości, ale Florence obawiała się, że nie jest aż tak utalentowana, jak on. Mogła dopatrywać się pewnych rzeczy patrząc na ranę albo pytając o objawy po zaklęciu, ale nie miała pojęcia, na co miałaby zwracać uwagę tutaj.


RE: [09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic - Erik Longbottom - 13.04.2024

W takim razie Longbottom powinien się cieszyć, że tajemnicza magia panująca na terenie ośrodka, znacząco otępiała zdolności poznawcze Bulstrode. Punktowanie jego zachowania, ubrania, a przede wszystkim kompetencji mogło nie być najlepszym momentem na rozwój ich znajomości. A już na pewno mugolski ośrodek będący... pod oblężeniem? Pod oblężeniem żywych trupów nie był na to odpowiednim miejscem. Nawet Erik chwilo wstrzymał się z tym, aby nie robić tego swojej własnej siostrze.

A ja jestem detektywem Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii, ale obowiązki detektywa to tylko część mojej pracy. Na co dzień zajmuje się też przyjmowaniem wezwań do pracy w terenie, robotą papierkową, a nawet zabezpieczaniem imprez masowych na wniosek organizatorów, którzy uzyskają zgodę Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. W ekstremalnych przypadkach robię też za rzecznika prasowego, gdy nie ma do wystawienia nikogo o lepszej aparycji — odparł równie cierpliwym głosem z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. W co ona pogrywała?

Na całe szczęście magia Windermere wpływała tylko na emocje, a nie pozwalała na czytanie w myślach. Gdyby Erik przypadkiem dowiedział się, co też sądzi o nim Bulstrode, to w swoim normalnym stanie zapewne rozważyłby dwie opcje: wytoczenie ciężkich argumentów w rozmowie lub ucieczkę. A biorąc pod uwagę to, że doskonale pamiętał, jak Florence zachowywała się na co dzień w gabinecie, to drugie było znacznie bardziej prawdopodobne. Myślałby kto, że groźne spojrzenia ze strony kobiet przestałyby robić na nim wrażenie, gdy wychowywał się z siostrą i całym stadem kuzynek.

Faktycznie wzięli to wszystko na poważnie — skomentował pod nosem, mimowolnie zerkając przez ramię. Oby Brygada i Aurorzy sobie z tym poradzili. — Cóż, twierdzę.

Wybałuszył na moment oczy, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wyciągał do niej pomocną dłoń, próbował pokazać, o co w tym wszystkim chodzi, a ona to po prostu zbywała komentarzem na trzy słowa. Gdzie pogoń za wiedzą? Gdzie pasja? Gdzie... ludzka ciekawość? Czyż magimedycy nie powinni być jednymi z najbardziej kreatywnych ludzi w ich społeczności? Magia była żywą energią, ciągle się zmieniała, a czarodzieje i czarownice tylko dokładali do tego swoje trzy grosze. Uroki, czary i rytuały mieszały się ze sobą, tworząc iście niebezpieczne mieszanki. Chęć rozwiązania takich zagadek powinna być Florence bliska, czyż nie?

Wygląda trochę niepokojąco — przyznał, wchodząc głębiej między krzaki, rozglądając się na wszystkie strony. Las pełen był różnorodnych odgłosów, jednak były one naturalne; szelest liści, trzaskanie gałęzi, dźwięki różnych żyjątek paradującej po głuszy. Mimo to późna pora nadawała otaczającym ich drzewom strasznej atmosfery. Do pełnej kolekcji brakowało tylko ulewy i okazjonalnych błysków z nieba. — Ale nie widzę... I nie czuję... Żywych trupów.

Skoro zjawiły się w tej okolicy, to zapewne dorwałyby lokalną zwierzynę lub... ekhm... człowieka. A akurat takie zapaszki dotarłyby do nich stosunkowo szybko, niesione, chociażby podmuchami wiatru. Chyba, że posiliły się jeszcze głębiej w lesie... Hmm.



RE: [09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic - Florence Bulstrode - 14.04.2024

Gdyby była sobą, Erik i jego uczepienie klątwołania, które było zaledwie częścią jej specjalizacji, ten cały sarkazm, z pewnością by ją irytowały. W tej chwili, z jakichś powodów, nawet nie do końca te zachowania Brygadzisty wyłapywała, oblepiona obcym, zupełnie nieswoim uczuciem.
– Jesteś bez wątpienia wszechstronnie utalentowany, ale raczej tej nocy nie odbędzie się tu konferencja prasowa – powiedziała. Nie ironicznie. O bogowie, nie ironicznie, i nawet nie uznała tego za dziwne, a chwaliła przecież ludzi bardzo rzadko: tych spoza rodziny, którzy usłyszeli od niej jakichś komplement, można było policzyć na palcach obu rąk. Najbardziej uzdolniona stażystka na roku, Patrick, William… nie, nie było ich wielu. Gdyby ktoś z pracy teraz ją słyszał, pewnie chciałby wiedzieć, czy Florence na pewno dobrze się czuje, co dziś piła, co jadła i czy nie chciałaby na trochę się położyć i odpocząć. - Przydadzą się zapewne jedynie umiejętności detektywa. Natomiast gdyby byli tu nieumarli i czarna magia, uzdrowiciel z mojego wydziału jest najlepszym wyborem. Chociaż na razie wydaje się, że to po prostu fałszywy alarm.
Było to straszliwie absurdalne, że stała w środku nocy, na skraju lasu. Z pewnymi oporami zrobiła kilka kroków za Erikiem, tylko dlatego, że on je zrobił, wyraźnie jednak wciąż niechętna do zagłębiania się w mrok puszczy. Było tu trochę upiornie i zdawało się, że kemping oraz ludzie tam będący, są bardzo, bardzo daleko – i tylko to dziwne uwielbienie trzymało ją jeszcze na miejscu. Pająki i pajęczyny, wciąż myślała o pająkach i pajęczynach. Poza tym czy nieumarłych nie powinni szukać Brygadziści i aurorzy? Nie podzieliła się jednak tymi przemyśleniami, choć zwykle nie miała wielkich oporów wobec mówieniem dokładnie tego, co myśli.
– Czuję? Jesteś w stanie je wyczuć? -  zdziwiła się. Może i żywe trupy miały charakterystyczny odór, Florence nie raz, nie dwa miała nieprzyjemną okazję poznać zapachy, jakie unosiły się w kostnicy, ale tu, na powietrzu, w tak wielkim lesie, po tylu godzinach od wezwania Bagshota, nie sądziła, że ktokolwiek mógłby pochwycić charakterystyczną woń. Czyżby wilkołacza natura wzmacniała w jakiś sposób zmysły Erika?
Ależ on był utalentowany, tłukło się znowu w głowie Florence.
– W takim wypadku, skoro ich tutaj nie ma, chyba możemy wracać na kemping.
A ona chyba w ogóle nie będzie tutaj potrzebna i przez ułamek sekundy prawie tego żałowała…


RE: [09.08.72]Szaleństwo Windermere. Nie działo się nic - Erik Longbottom - 14.04.2024

Zaczerwienił się, słysząc kolejny komplement z ust kobiety. Najwyraźniej urok Longbottomów działał nawet na takie nieprzeniknione dusze jak Bulstrode. Wprawdzie podczas ich spotkania w Mungu zdawała się na to odporna, ale może po prostu za krótko się wtedy widzieli, a każde kolejne spotkanie po prostu ocieplało wizerunek Erika w jej oczach? Kto wie, kto wie...

W nocy może i nie, ale rano? — Uniósł lekko brwi. — Jeśli sytuacja się zaogni, to rano u bram ośrodka można się spodziewać małego szturmu. — Zamilkł na moment, gubiąc wątek. — Żywych ludzi oczywiście, a nie nieumarłych. Chociaż jak te sępy z mediów się uprą, to niewiele się będą od nich różnić.

Skoro Ministerstwo Magii dowiedziało się o potencjalnym incydencie z udziałem żywych trupów i wysłało na miejsce zarówno Brygadzistów, jak i Amnezjatorów, to pierwsze plotki pewnie już krążyły po korytarzach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Obecność medyków wskazywała na to, że informacja niedługo później wylądowała także w Szpitalu św. Munga, a więc niewykluczone, że wieści te dotrą także do londyńskich redakcji. A wtedy wszyscy, którzy starali się pomóc w rozwiązaniu sprawy, zostaną dosłownie otoczeni.

Chyba każdy by je wyczuł — mruknął pod nosem, czujnie zerkając przez ramię, aby sprawdzić, co robiła Florence. — Jeśli powołano je do życia w okolicy przy pomocy czarnej magii, to zostałyby po tym jakieś ślady. Poza tym trupy mają to do siebie, że śmierdzą. Przynajmniej na początku. Nie znam się za bardzo na ghoulach i innych tego typu... istotach.

Na szczęście nikt z Longbottomów mieszkających w Warowni nie był na tyle szalony, aby nająć do pomocy w domu ghoula. Malwa wystarczająco dobrze wypełniała powierzone jej zadania, a pośród domowników miała prawie tak dobrze, jak pączek w maśle. Chyba powoli zaczynał godzić się z tym że w niektórych obowiązkach będzie wyręczana, toteż znalazła sobie sfer, w których domownicy nie byli zbytnio wyspecjalizowani. Jak pędzenie bimbru, pomyślał, wzdrygając się na wspomnienie tego smaku. Same kłopoty przez to.

W takim razie pójdziemy razem — oznajmił, ponownie stając na czele dwuosobowego pochodu.

Powiedzieć, że był zaskoczony, to jakby nie powiedzieć nic. Spodziewał się czegoś, nie do końca był w stanie określić czego. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że z Bulstrode było coś nie tak i powinien uważać na to, jak się zachowuje. A jednak jak dotąd nie zrobiła nic, co można by było zaklasyfikować jako podejrzane. Idealna wysłanniczka magicznej klniki. Chyba, że swoje prawdziwe barwy i cel wizyty w tym miejscu ujawni dopiero później? Westchnął przeciągle i ruszył z Florence w stronę domków. Miał szczerą nadzieję, że czarownica nie nastręczy mu tej nocy żadnych problemów.

Koniec sesji