![]() |
|
[20.05.72, wykopaliska w Walii] Krople wspomnień - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +--- Wątek: [20.05.72, wykopaliska w Walii] Krople wspomnień (/showthread.php?tid=1889) Strony:
1
2
|
RE: [20.05.72, wykopaliska w Walii] Krople wspomnień - Guinevere McGonagall - 27.01.2024 Ta ekipa, to było zbiorowisko indywiduów, każdy z nich był inny, a jednak łączył ich wspólny cel: poznanie pewnych tajemnic tego świata, które ukryte zostały gdzieś w przeszłości. Tak jak coś zostało ukryte w tym dziwacznym mechanizmie, który kobiety (a właściwie to tylko Pandora), próbowały właśnie rozpracować. Ginewra mogła pomóc jeśli w mechanizmie ukryty był jakiś dziwny szyfr, a nie była to tylko ręczna robótka. No i pilnowała, by z jej pięknymi, zadbanymi paluszkami nic złego się nie stało. – Nie mam nikogo na oku obecnie – nie była z nikim związana, wyjazd z Egiptu nie był obarczony żadną wielką rozłąką, tęsknotą ani złamanym sercem, zaś tutaj była zbyt krótko, by mieć czas się kimś w ogóle zainteresować. Uśmiechnęła się do Pandory, gdy ta zareklamowała jej swojego brata – a największym żartem było to, jak bardzo ironiczna była to sytuacja, z czego obie panie kompletnie nie zdawały sobie sprawy. To był prztyczek od losu prosto w zgrabny nosek panny Guinevere. – Symbol jest zawsze, ale to nie tak, że jest przypisany do danej osoby. Bardziej do sytuacji, więc się zmienia, w zależności, o co zapytasz. Moją rolą jest poprawnie to rozczytać i zinterpretować, co często jednak się różni w zależności od kontekstu całej sprawy – i tu nie chodziło wcale o szarlatańskie zgadywanki, a o cały ciąg. Symbole miały jedno, czasami dwa albo trzy znaczenia, ale można je było zamknąć najczęściej w jednym słowie, zaś jedno słowo to było za mało dla odpowiedzi na złożone pytanie. I tu już była rola wróżbity, by odpowiedzieć i dopasować ten symbol i jego znaczenie do pytania. To nie była wcale taka łatwa praca. Wymagała rozmowy z ludźmi, chociażby minimalnego poznania. – Tak, zgadza się. Może nie jestem magipsychiatrą, ale dobry i empatyczny wróżbita może z powodzeniem służyć jako wspomaganie przy zagadnieniach psychologicznych. W moim przypadku pomaga to, że faktycznie jestem dyplomowanym lekarzem, a nie babą z szałasu, która próbuje kogoś otumanić kadzidłem – powiedziała to jako żart… ale czy to rzeczywiście żart był? Chyba nie do końca. – Oczywiście – zgodziła się i uśmiechnęła pod nosem, doskonale rozumiejąc, o co chodzi Pandorze. Najpierw mechanizm, później wróżenie. – Nie mam lęku wysokości, kocham latać – na własnych skrzydłach, nie na paskudnie niewygodnej miotle, w Egipcie popularne były też latające dywany, te nie były takie złe, ale jednak własne ciało było najlepszym wyborem. Przyglądała się w skupieniu na pracę Pandory, jak grzebie gdzieś, zmienia śrubokręty na inne narzędzia. – Tak, mogę zmienić na przykład tylko oczy, albo uszy, albo dłonie i tak dalej. Ale to bardzo zaawansowana transmutacja, chyba łatwiej się po prostu przemienić w całości w zwierzę – bo z jakiegoś powodu to animagów było… powiedzmy, że więcej, a niewielki ich odsetek potrafił osiągać formy pośrednie, jak ona. Równie mało było tych, co potrafili zmieniać się w całości w dwa różne zwierzęta. Ale jak widać, nie było to niemożliwe. RE: [20.05.72, wykopaliska w Walii] Krople wspomnień - Bard Beedle - 07.02.2024 Gałęzie zaklętego przedmiotu poruszyły się lekko, jakby drzewo chciało pozbyć się swoich liści. Nic takiego jednak się nie stało: zamiast tego coś szczęknęło w środku, a potem pień otworzył się. W środku znajdowały się fiolki. Bez wątpienia zabezpieczono je zaklęciami, a mechanizm stanowił kolejne zabezpieczenie, samo w sobie. Z początku nie było jasne, co jest w środku - srebrzysta ciecz, która je wypełniała, nie kojarzyła się Ginny z żadnym eliksirem. Pandora po chwili mogła jednak skojarzyć, że przypominają... wspomnienia. Takie, jakie przelewało się teraz do myślodsiewni. O ile dwa były całkowicie klarowne, o tyle jednak pozostałe stały się nieco mętne. Być może uszkodził je czas. A może od samego początku były zmanipulowane przez tego, kto je tutaj umieścił - lub tego, do kogo należały? RE: [20.05.72, wykopaliska w Walii] Krople wspomnień - Pandora Prewett - 05.03.2024 Prewettówna traktowała to, jako nową przygodę. Coś niesamowitego, co pozwoli jej zdobyć nowe doświadczenie, ale i więcej przyjaciół. Bo dobrych ludzi w życiu nigdy nie było zbyt dużo, zwłaszcza gdy swoją osobowością maskowali szarość dnia codziennego. Wszystko przez ten cholerny konflikt. Zamknięcie się na kilka godzin w pracowni i praca nad mechanizmem zdawała się prawdziwym relaksem, formą odpoczynku. Uśmiechnęła się pod nosem, zerkając nad nią, gdy ostrożnie obracała mechanizm w dłoni, - Nikogo? Naprawdę? Doskonale się składa. - trochę nie dowierzała, bo Ginny była przecież piękną i interesującą kobietą, na pewno wielu się przy niej kręciło. Warto było korzystać z romantycznych chwil, jeśli życie je podsuwało i trafiało się właściwych ludzi, ale może faktycznie McGonagall była tu jeszcze zbyt krótko. A tak ładnie wyglądałaby z Laurim! Nic więc dziwnego, że zrobiła mu reklamę, był przecież przystojnym i rozrywkowym młodzieńcem, miał śliczne oczy, a te były zwierciadłem duszy człowieka. Laurent miał dobrą, szlachetną duszę, nawet jeśli pewne aspekty odziedziczył po ojcu. - To brzmi bardziej skomplikowanie, niż moje schematy i rozbrajanie pułapek, chociaż od obydwu poniekąd zależy życie. - skwitowała jej słowa, zwilżając wargi. Może to kolejna dziedzina, którą powinna się trochę bardziej zainteresować, żeby nie czuć się troszkę głupią w rozmowie z Ginny? Skoro ludzie do niej przychodzili po interpretację, musiała być dobra. I brać za to odpowiedzialność, bo skoro coś podpowiadasz z życiem drugiego człowieka. Nie mogło to być łatwe, bywały przecież sytuacje, że ludzie mieli pretensje za to, co powiedział im symbol przez jej interpretację. Na wyobrażenie jej z kadzidłem, machającą komuś przed nosem, nie mogła powstrzymać śmiechu. - Z pewnością nie jesteś szachrajką. Nie spodziewałam się, że zrobiłaś też dyplom z uzdrawiania. Mądra z Ciebie kobieta, musisz mieć silną intuicję i samozaparcie. To był jeden z najtrudniejszych i wymagających odpowiedzialności kierunków dyplomowych. Trzymanie w dłoniach bezpieczeństwa drugiej osoby, jej życia, to coś więcej, niż czytanie losu. Była autentycznie pod wrażeniem, jednak ta odpowiedzialna cząstka Pandory, która objawiała się głównie przy pracy, sugerowała, żeby najpierw to skończyć, a potem ewentualnie wnieść z nią toast kawą za taki życiowy sukces. Śrubokręt w dłoni Turczynki zakołysał się nieco, a ona sama nakreśliła kilka rzeczy na leżącym obok pergaminie, żeby kilka sekund później przyświecić sobie w mechanizm swoim magicznym robakiem. - No to musisz spróbować na Abraksanie. Mara na pewno Cię polubi. - wzruszyła ramionami pewnie, posyłając jej krótki uśmiech, bo zaraz wsunęła sobie ołówek w usta i wróciła do kręcenia oraz nasłuchiwania. Musiało tyknąć. - To dopiero niesamowite. Pozyskanie kocich oczu lub uszu jest bardzo praktyczne, jeśli uzyskujesz pełen dostęp do zmysłów. - prawie upuściła mechanizm, chcąc zaklaskać w dłonie. Nie znała się aż tak na Transmutacji. Była to interesująca dziedzina, ale zwykle korzystała z niej tyle, ile wymagała praca. Czasem ratowała ją przekształceniem narzędzia w to, którego akurat zapomniała lub tworzyła inne elementy, brakujące do ukończenia konstrukcji. Powielała śrubki! Bardzo praktyczna magia, lepsza niż bojowa, chociaż w tych czasach, ta druga była bardziej doceniana. - Sama się nauczyłaś, Ginny? Zmieniła śrubokręt, pochylając się niże, obracając kolejny raz, zgodnie z rytmem ustępujących trybików, których schemat rozpisała na pergaminie. Jedno, drugie, trzecie.. Drzewo drgnęło, a Pandora uśmiechnęła się pod nosem, odsuwając nieco i przyglądając temu, co kryło. Przyglądała się chwilę fiolkom, chociaż jej uwagę skupiało samo wnętrze drzewa. Mętna zawartość szkła zdawała się błyszczeć, jakby ktoś nasypał brokatu. Czytała o tym, na pewno. Przekręciła na bok. - Dlaczego ktoś zamknął wspomnienia w mechanicznym, zabezpieczonym pułapką, schowku? - ściągnęła brwi, a tysiące uzasadnień przemknęły przez jej głowę. Ostrożnie wstała i odłożyła drzewko na stolik, opierając dłonie na biodrach, po uprzednim schowaniu śrubokrętu za ucho. - Trzeba zawołać chyba Cathala. Koniec sesji
|