[13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Atreus Bulstrode - 31.05.2026
adnotacja moderatoraRozliczono — Atreus Bulstrode — osiągnięcie Badacz Tajemnic II
W życiu Atreusa bywały takie momenty, których bardzo, ale to bardzo nie lubił. Po pierwsze, kiedy coś mu się nie udawało. Żył w jakimś dziwnym przekonaniu, że był królem świata i wszystko powinno iść po jego myśli. Zawsze i wszędzie. Rozciągało się od życia codziennego, przez wizytacje w kasynie, a na pracy kończąc. Po drugie, kurwa jak on nienawidził przepraszać. Przepraszanie nie znajdowało się w jego codziennym słowniku, bo oznaczałoby to że musiał przyznać się do błędu, a powiedzmy sobie szczerze – on i błędy? To nigdy, ale to przenigdy nie miało miejsca. A przynajmniej nie powinno.
Dzień spędzony z Brenną, chyba jednak uświadomił mu, że w jakiś sposób zaliczył potknięcie, jeśli chodziło o Victorię. Co prawda nie był do końca pewien gdzie, kiedy i z czego to właściwie wynikało, ale drążenie tego z Longbottom nie uważał za przesadnie owocne – głównie dlatego że ta nie siedziała w głowie swojej przyjaciółki, a nawet jeśli to wątpił żeby mu powiedziała wszystko na ten temat, co mogłoby wydawać mu się w całej sprawie pomocne. Musiał więc działać na własną rękę i bolało go to wręcz okrutnie, bo do tej pory najlepszą receptą na wszelkie niesnaski było dla niego przeczekanie ich. Szkoda tylko, że nie miał teraz czasu na takie zagrania, bo byli już w połowie października, a on miał do załatwienia sprawy.
Kupił czekoladki. Całą bombonierkę, ręcznie wyrabianych, małych dzieł sztuki, z najlepszej czekolady jaka podobno była na rynku. Każda z nich uformowała w inny kwiat; jedne były klasyczne, całe czekoladowe, inne posiadała przeróżne nadzienia, by urozmaicić całe doświadczenie i cholera, Atreus miał szczerą nadzieję że chociaż odrobinę zmiękczy to foszki Victorii, bo innego pomysłu na całą tę sytuację nie miał. Paczuszka była obwiązana zmyślną kokardą, a rozwiązanie jej sprawiało że całość otwierała się w aranżację ogrodu, z którego można było zrywać kwiaty.
— Doszedłem do pewnych wniosków — poinformował ją, stając przed jej biurkiem i wyciągając w jej stronę bombonierkę. — Że ostatnimi czasy popełniłem pewne błędy i chciałbym ci to w ten sposób wynagrodzić — uśmiechnął się płytko. Żadnego przepraszam, a co już ważniejsze, żadnego nawiązania do konkretnej sytuacji, która wywołała całe to spięcie między nimi. Po co rozdrapywać to co nieprzyjemne? Nie wspominając już o tym, ze to jemu najbardziej powinno się tu współczuć, bo przedwczorajszy dzień zakończył się dla niego poważnym urazem, przez który wciąż trochę ale zauważalnie kulał. I nawet z tej okazji dali mu wczoraj wolne, co wcale go nie cieszyło, ale przynajmniej dzięki temu zorganizował te czekoladki.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Victoria Lestrange - 31.05.2026
Pod tym względem Atreus i Victoria byli bardzo podobni: przyznawanie się do błędów i przepraszanie. To znaczy z ust Victorii można to było czasami usłyszeć, ale niezwykle rzadko, bo lubiła o sobie myśleć, że tych błędów za dużo nie popełnia, a już w szczególności nie w stosunku do innych ludzi. Sprzyjało w tym myśleniu to, że nie była porywcza, że wolała rzeczy najpierw przemyśleć i dopiero potem działać, że czasami wybierała milczenie, zamiast otwieranie buzi – to i tych błędów było stosunkowo mało.
Zachowanie Atreusa zaś dotknęło ją do żywego. Auror nie miał niestety prawa wiedzieć, co działo się w ostatnich tygodniach w głowie Victorii (a może jednak powinno się to liczyć w miesiącach), jakie spustoszenie zrobiła tam relacja z Saurielem, jak bardzo straciła swoją pewność siebie, doszukując się problemów głównie w sobie, a nie w Rookwoodzie. Jak niepewnie się czuła, uważając się za nudną, niewystarczającą, nikomu niepotrzebną i niechcianą. Nie pomagało też to, jak dumną była osobą – więc to, co wydarzyło się w mugolskiej księgarni, odebrała niezwykle personalnie. Bardziej niż zapewne miałoby to miejsce, gdyby nie te ostatnie niepowodzenia, które tak ją przeszurały. I nawet jeśli do Victorii pomału docierało, że dużo problemów leży w jej głowie, to starała się o tym za bardzo nie myśleć, bo bala się, że mogłaby się zwyczajnie rozkleić, a to nie pasowało do wizerunku kogoś takiego, jak ona. Plus – wypchnięcie ją z zaplecza, zatrzaśnięcie przed nosem drzwi i późniejszy tekst nie pomagał, bo poczuła się potraktowana jak jakaś gówniara, która nie zrozumie krótkiego „daj nam chwilę na osobności”. Przeczekanie działało, w końcu Atreus i Victoria mieli spięcia nie raz i nie dwa, przy czym okazywało się, że gdy bardzo chciała, to potrafiła bardzo zręcznie unikać drugiej osoby. Kiedyś jednak Lestrange nie czuła się tak fatalnie jak teraz – a głównie to fatalnie czuła się po prostu ze sobą, czego na głos nie mówiła, bo była na to zbyt dumna, i koło się zamykało, przeczekanie może więc podziałałoby i teraz, ale możliwe, że zajęłoby to dużo więcej czasu.
Ale na pewno nie dwa dni.
Kiedy więc Bulstrode stanął przed jej biurkiem, zaskakując ja przy tym (bo sądziła, że będzie jak zawsze, czyli że będą się unikać co najmniej przez następny tydzień albo i dwa), to nie od razu podniosła na niego głowę. Odezwał się, owszem, a jedynym wyznacznikiem tego, że czarnowłosa go usłyszała było to, że na moment przestała skrobać swoim piórem po dokumencie, który wypełniała. Potem nastąpiło zanurzenie stalówki w kałamarzu, ostentacyjnie dopisanie jeszcze jednego zdania, po którym Lestrange westchnęła ciężko i uniosła w końcu spojrzenie na Atreusa. I na wyciągniętą w jej stronę bombonierkę.
Wiedziała, oczywiście, o wypadku – trudno było nie wiedzieć, skoro nie było go wczoraj w pracy, a Victoria może i się obraziła, ale to nie tak, że to przygłuszało jakieś jej uczucia do innych osób, i zmartwienie. Pomyślała sobie właśnie, gdy tak patrzyła na Bulstrode’a, który mógł zauważyć, że został właśnie otaksowany jej czujnym spojrzeniem od góry do dołu, że z Brenną to się dobrali jak w korcu maku: ona pakowała się w te wszystkie kłopoty i co rusz wpadała do różnych dziur, a Atreus najwyraźniej królował w urazach nóg.
– Jakie błędy? – zapytała, jakby dokładnie wiedząc, dlaczego blondyn tego nie zaadresował od razu i odebrała od niego obwiązaną w kokardę bombonierkę. Tej nie otworzyła, na razie po prostu patrząc na Atreusa, ale sam fakt, że się do niego w ogóle odezwała, to było już sporo.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Atreus Bulstrode - 01.06.2026
W normalnych warunkach pewnie faktycznie czekaliby w tym zawieszeniu tydzień czy dwa, unikając siebie wzajemnie w jakimś dziwacznym tańcu. Cóż, obydwojgu wychodziło to zaskakująco dobrze jak na osoby które potrafiły przyciągać do siebie uwagę innych, ale tym razem niezbyt miał na to czas. Bo za jakieś dwa tygodnie miało być Samhain – sabat na który czekali niemalże od Beltane, a przynajmniej od momentu kiedy uświadomili sobie jak ważne to było święto dla nich jako zimnych. A biorąc pod uwagę jego obecne działania odnośnie grupy zadaniowej, cóż, chciał się o nią martwić jeszcze kiedy miał na to czas, a nie w listopadzie kiedy pewnie znowu wszystko pójdzie w pizdu.
Dlatego też wyciągał w jej stronę gałązkę oliwną, a ona oczywiście, musiała być Victorią Lestrange. Nie wiedział, czego właściwie się po niej spodziewał, ale próba zdenerwowania go na nowo i łapanie za słówka, zdecydowanie leżało w zbiorze rzeczy, których można było się po niej spodziewać. W sumie po każdym oklumencie, bo ci zachowywali się jakby każdy skrawek ich myśli był największym skarbem, a dodatkowo to każdy powinien się domyślać łaskawych państwa, co mieli na myśli.
— Szczerze? — zapytał jej, wzdychając przy tym męczenniczo. — Nie mam bladego pojęcia, co dzieje się w twojej głowie. Nie umiem czytać w myślach — powiedział grzecznie, ugodowo wręcz, opierając się o jej biurko biodrem i splatając ręce przed sobą. — Ale nawet chętnie bym się dowiedział, żebym więcej nie popełnił podobnego błędu, co ty na to? — bo było to okropnie wręcz uciążliwe. Tak, chciał teraz od niej rzeczy i szedł wręcz na skróty, nie dając ani jej ani sobie czasu na to, by wszystko naturalnie wygasło, ale prawda była taka że cóż… faktycznie nie miał bladego pojęcia o co poszło. Mógł powiedzieć ładniej? Mógł. Czy nie pierwszy raz był chamem i robił coś na szybko, zanim w ogóle pomyślał o tym? No nie. Więc nie było co udawać zaskoczonej i święcie oburzonej.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Victoria Lestrange - 01.06.2026
Samhain. 31 października było jak granica w kalendarzu, granica, która mogła bardzo dużo w ich życiu zmienić, albo nie zmienić nic. Wszyscy specjaliści jednak, jak jeden mąż, powtarzali, ze Beltane i Samhain są jak dwie strony tej samej monety, nierozerwalnie ze sobą splecione, wyznaczając dwa skrajne dni na kole roku – i wcale nie dlatego, że w te dni dzień i noc były sobie równe, albo że dzień lub noc były swoim przeciwieństwem w długości trwania, nie. Beltane i Samhain były pomiędzy nimi, dzień lub noc wygrywały, ale nie były punktem przegięcia, lecz to nie o to wcale chodziło. A o granicę pomiędzy światem żywych i światem umarłych. A do którego świata należeli oni? Ewidentnie naładowani energią Limbo, która przysłaniała ich własną (o ile ją w ogóle jeszcze mieli)… Zegar tykał i miał nieubłaganie wybić za osiemnaście dni.
Nie wiedziała, czy Atreus faktycznie przemyślał sobie swoje zachowanie i dlatego przyszedł i zagaił temat, zamiast czekać, czy Brenna coś mu powiedziała po tym, jak rozmawiały najpierw dziewiątego, a później zaraz po akcji w księgarni, czy może czegoś od niej pilnie chciał i wiedział, że inaczej będzie straszna lipa. Była skłonna zaryzykować, więc póki co pozwalała mu mówić, a bombonierkę położyła na biurku przed sobą, nie poświęcając jej teraz uwagi, bo tę w pełni miał Atreus, niezależnie od tego, jak bardzo chciała udawać, że wcale nie.
I prawdopodobnie całe szczęście ugryzła się w język, kiedy już powiedział swoje, bo cisnęło jej się na usta, że w takim razie wniosków było brak, w przeciwieństwie do tego, co przed chwilą powiedział. Zapadło więc milczenie, podczas którego Lestrange na moment tylko przeniosła spojrzenie z Atreusa gdzieś w bok, gdy jej uwagę przykuł jakiś ruch, mając nadzieję, że oni sami nie byli właśnie żadnym centrum zainteresowania, ale szybko skupiła się na powrót na aurorze.
Chciał od niej, by na tacy podała mu rozwiązanie. Nie była pewna, czy wnioski były aż tak trudne, czy nie chciało mu się nad tym głowić, ale skoro już się pofatygował, to mogła mu odpowiedzieć, tak?
Problem w tym, że Victoria nie była osobą, której łatwo było mówić o swoich uczuciach i emocjach, i nie chodziło wcale o oklumencję, a po prostu o to, jaki miała charakter. No i te ostatnie miesiące wcale nie polepszyły sprawy, miała wręcz wrażenie, że ją w pewien sposób pogorszyły.
– Dobrze – powiedziała jednak. – Więc nie traktuj mnie z góry, to po pierwsze. A po drugie, rozumiem znaczenie słów zostaw nas na chwilę samych albo daj nam chwilę sam na sam – i chyba nie bolało powiedzenie czegoś takiego, zamiast wypchnięcie z pomieszczenia i zatrzaśnięcie drzwi przed nosem, jakże lekceważące.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Atreus Bulstrode - 05.06.2026
Przypatrywał się Victorii uważnie, szukając w niej… czegoś. Czegoś, po co nie mógł sięgnąć wprost, bo byłoby to zwyczajnie zbyt bezczelnie i zazwyczaj jeśli się już na to wobec niej decydował, to w zupełnie innej scenerii. Coś w nim rwało się do tego, by nacisnąć na jej oklumencję, spojrzeć nieco inaczej i wychwycić rozbłyskające dookoła niej halo kolorów, ale był chyba zbyt rozsądny by popełniać tego typu błędy, nawet jeśli musiał walczyć przeciwko własnym, naturalnym odruchom. Zawsze było mu trochę ciężko, gdy nie mógł polegać na aurach, jakby ktoś narzucił mu worek na głowę. I było to niemal tak przerażające jak moment kiedy trzecie oko nie wychwytywało nieczego oprócz czerni; smolistej i niebezpiecznej, która świadczyła o absolutnym zepsuciu.
— Dobrze — odpowiedział w ślad za nią z pewnym zastanowieniem malującym się na twarzy. Wnioski przychodziły ciężko, bo musiał krytycznie podejść do samego siebie, ale to co powiedziała przynajmniej było jakąś wskazówką co do tego na co właściwie powinien uważać. — Okej, rozumiem. Żadnego wypychania za drzwi i takie tam — miał nadzieję, że o to chodziło, a nie kryło się za tym jeszcze coś, bo nie był pewien czy miał siły przerobowe na dalsze drążenie tematu i braniu sobie większej ilości rzeczy do serca. — A teraz, nie ukrywam, że chciałbym z tobą porozmawiać też o czymś innym — palce zabębniły o blat biurka, kiedy wreszcie odbił się od niego i pochylił w kierunku Victorii, wyraźnie jakoś bardziej dbając o to, by akurat tym ktoś nie interesował się bardziej jak ich poprzednią wymianą zdań. — Przejdziesz się ze mną do wolnego gabinetu? Nie chcę o tym tutaj gadać.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Victoria Lestrange - 06.06.2026
W momencie, gdy jej oklumencja była na miejscu, a on nie próbował jej sforsować, byli na tym samym poziomie w rozmowie. Żadne nie miało informacji o tej drugiej stronie, których normalnie by nie miało. Wiedział więc o jej emocjach dokładnie tyle, ile o jego emocjach wiedziała ona i dokładnie taka sytuacja jej pasowała. Tak przecież wyglądała rozmowa innych ludzi nie posiadających aurowidzenia czy czytania nici, trzeba było czytać z tonu, mowy ciała i mimiki, żadnych wytrychów, żadnego przejścia na skróty. Znali się już na tyle długo, że łatwo było zgadnąć, jakby zareagowała, gdyby w tej konkretnej chwili próbował naruszyć jej prywatność… Co innego było w trakcie akcji, w terenie, tam była w stanie przymknąć na to oko, albo gdy ćwiczyli (nawet podczas sesji raportowej). Ale nie teraz. Nie w trakcie prywatnej rozmowy, w której przyszedł „przeprosić”.
– I takie tam – powtórzyła za nim głucho, lekko mrużąc oczy, ale wcale nie dlatego, że dosięgnął je uśmiech. Wypchnięcie za drzwi i ich zatrzaśnięcie to była jedna część problemu. – Nie robisz mi łaski rozmawiając ze mną – dodała wspaniałomyślnie, pijąc do kolejnej cudownej zagrywki Bulstrode’a, którą udało mu się wtedy odwalić w ciągu dwóch minut. Bo tak, dokładnie o to chodziło, i jak na co dzień Victoria żyła wedle zasady, że nie lubi się musieć domyślać i raczej stosowała to również na siebie, mówiąc innym wprost, o co jej chodzi, tak potrafiła być lekką hipokrytką, jeśli się obraziła (i wydawało jej się oczywistym za co dokładnie).
Patrzyła na niego uważnie i nie odsunęła się, kiedy się nachylił, ściszając głos. Znowu przez chwilę milczała, pogodzona z tym, że Bulstrode może weźmie, a może i nie weźmie sobie do serca tego jej focha i rzeczy, jakie mu w związku z tym powiedziała, ale to potrzebowało czasu. On, żeby to przetrawić i ona, żeby jej przeszło, bo nawet jeśli się do niego odzywała (a bombonierka z pewnością trochę ją zmiękczy), to nie była osobą, która potrafiła w sekundę o wszystkim zapomnieć i udawać, że nic się nie stało. Była na to zbyt dumna.
W końcu się jednak odezwała.
– W porządku – powiedziała, po czym odłożyła w końcu pióro i przesunęła pergamin, na którym jeszcze przed chwilą pisała, przełożyła bombonierkę w inne miejsce, które mniej naruszało jej biurkowe feng shui, po czym z gracją odsunęła krzesło i wstała, gotowa wyjść.
Zakładała, że to coś ważnego i związanego z pracą. Coś, co wymagało przyspieszenia ich standardowych uników po kłótni, stąd ta bombonierka. Na takie coś gotowa była odsunąć te swoje fochy.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Atreus Bulstrode - 10.06.2026
Bycie na tym samym poziomie, podczas prowadzenia z kimś rozmowy – to wydawało się Atreusowi niemal nienaturalne. W momencie kiedy innych uczono otwierać szerzej oczy i przypatrywać się z uwagą światu, który znajdował się dookoła, on musiał do tego dołożyć naukę, żeby to jedno konkretne oko zamykać. To dopiero była sztuka. Widzenie aur innych ludzi to było jedno, ale dostrzeganie ich w momencie wyliczonym i w pełni świadomym, to było ci innego. Nawet teraz, kiedy był już dorosłym człowiekiem, to w momencie kiedy dookoła działy się niewygodne dla niego sytuacje, coś czasem wpadało w poślizg, jakby omsknąwszy się nieporęcznie i próbowało dostrzec wszystko w znajomych barwach.
Atreus uśmiechnął się na jej kolejne słowa, ale zrobił to sztywno i w wyraźnie wymuszony sposób, jakby będąc w pełni świadomym że jeśli nie to, to zaraz jej tutaj napyskuje i tyle będzie z całej rozmowy. Mógłby odpowiedzieć, że ona też mu łaski nie robiła, no aż go skręcało w środku, ale zamiast tego pojawiło się pytanie o dalszą rozmowę. Całe szczęście się zgodziła, bo by poszedł jeszcze coś rozjebać, a w pracy przecież nie wypadało.
— No więc myślałem sobie po Spalonej Nocy, po tym całym bałaganie i w ogóle… — zaczął, kiedy drzwi do pomieszczenia zamknęły się już za nimi. — I wpadłem na taki pomysł, żeby powstała w Biurze Aurorów grupa zadaniowa. Nasza praca polega na łapaniu czarnoksiężników, ale prawda jest taka że nie każdy z nich jest śmierciożercą, a ci… kurwa, ci nabruździli nam chyba trochę ósmego września. Ja, ty, Brenna, Hestia Bletchley. Rozmawiałem z Robertem Crouchem i on będzie się wszystkim zajmował od strony czysto prawnej, rozpraw, no i dokumentacji. A i jeszcze ktoś z antropologów. Myślałem też o jakimś sprawdzonym Niewymownym, ale to później i tylko na konsultacje. Moody dała zielone światło, więc co ty na to?
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Victoria Lestrange - 10.06.2026
Prawdopodobnie oboje czuli się w tej rozmowie niezbyt komfortowo, bo zadra była zbyt świeża. Przy czym Lestrange dostrzegła, że Atreus uśmiechnął się sztucznie, ale nawet się nie wysiliła, by mu odpowiedzieć tym samym. Po prostu mierzyła go przez moment spojrzeniem, nim zabrała się do porządkowania tego biurka, bo przecież go tak nie zostawi w nieładzie (to był nieład według niej, a nie wedle standardów nieładu), gdy od niego odchodzi (jeszcze by ktoś sobie coś pomyślał i co by było…).
Myślał sobie po Spalonej Nocy – o, to było dobre, ale i ona powstrzymywała się od niepotrzebnych komentarzy, bo tylko by się pokłócili bardziej. Poza tym przecież oczywistym było, że Spalona Noc dotknęła go mocno. Pod pewnymi względami nawet mocniej, niż ją, bo co prawda jego straty nie były materialne, ale całkowicie nieodwracalne. I Victoria nawet nie chciała sobie wyobrażać, co musiał czuć… nie bez powodu zresztą, gdy wrócił do pracy, to go zajmowała rzeczami, żeby tylko miał wymówkę i nie siedział sam ze sobą.
Wysłuchała go więc bez komentarzy i bez przerywania. Tak, potrzebowali skoncentrowania na Śmierciożercach, nie miała co do tego wątpliwość. Czemu natomiast wpadał na ten pomysł Atreus, a nie chociażby szefostwo Departamentu, czy nawet Ministra? Czy nie było oczywistym, że już dawno taka jednostka powinna zostać stworzona?
– Okej – powiedziała po chwili. – A jakieś inne zadania czy zobowiązania wchodzą w grę? Czy od rana do nocy cały czas zajmujemy się tylko Śmieciuchami? – i całkiem celowo nie wymówiła literki r. Miała już kilka ksywek dla popleczników Voldemorta. – Niewymowni w ogóle będą chętni do pomocy? Wyciągnięcie z nich czegoś to sztuka – poza tym… w jaki sposób mieli się przydać?
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Atreus Bulstrode - 16.06.2026
W głębi duszy był jej bardzo wdzięczny za to, że po powrocie do pracy próbowała go zajmować. I tak łapał się wszystkiego czego mógł, ale przynajmniej miał w tym towarzystwo, które jakoś pomagało rozchodzić wszystkie niesprawiedliwości, które zjadały go od środka. Brakowało mu Florence, tak cholernie i w jakiś nieskończony wręcz sposób, a świadomość że ta pustka nigdy nie wypełni się i nie zniknie, była momentami zwyczajnie zbyt przytłaczająca. Wolałby już, żeby spłonął każdy jeden dom, który mieli w posiadaniu rodzinnie, na czele z ich ukrytą kamienicą. Każde ukryte przejście, zagadka i tajemnice, które Bulstrode'owie zbierali przez lata.
To akurat, czemu Ministerstwo samo z siebie się nie zabrało za robienie takiej grupy, to było bardzo dobre pytanie. Atreus, chyba nieco zarażony paranoją Brenny, trochę zakładał że wynikało to z konfliktu interesów. Ktoś gdzieś takie pomysły blokował, albo skutecznie podcinał środki, które można by na coś takiego przeznaczyć. Harper sama z resztą powiedziała, że daje mu zielone światło, ale musiałby załatwić wszystko od podstaw, w tym odpowiednie fundusze.
— Jasne. Normalne zadania, normalna praca też. Biuro raczej nie ma na tyle środków, by całkowicie nas odstawić do pracy nad tym. Jeszcze mielibyśmy za dużo wolnego czasu — uśmiechnął się kwaśno. — Przyznaję to ze smutkiem, ale chodzi mi tu bardziej o wiedzę z zakresu run, historii magii, numerologii, astronomii i takich tam. Akurat to nie znajduje się w curriculum bycia aurorem czy brygadzistą. Więc jeśli zajdzie taka potrzeba to i tak będzie trzeba wziąć kogoś do konsultacji. Czy chętni do pomocy, no to zobaczymy. Ale jeśli potrzebni nie będą to nie chcę ich aż tak angażować. Strasznie długo zajmują się niektórymi sprawami.
RE: [13.10.1972] Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - Victoria Lestrange - 16.06.2026
Nie pytała o Florence, nie śmiała poruszać tego tematu, ani pytać, jak Atreus się w ogóle czuje, bo zakładała, że jak najgorzej. W tym cichym zrozumieniu robiła po prostu to, co wydawało jej się w tym wszystkim sensowne: zgodziła się na ten trening aurowidzenia, na wróżenie z fusów, ciągała go za sobą na jakieś dziwaczne patrole czy sprawy, jak ta z kurnikami w Little Hangleton, ale też inne, które normalnie nie leżałyby być może w zainteresowaniach Atreusa. Była kiepska jeśli chodziło o rozmowę o emocjach, ale mogła zrobić chociaż tyle… niewerbalnie.
Tak jak teraz niewerbalnie mieliła w głowie całą sytuację i sprawę, o której Atreus chciał pogadać.
Okej, czyli ta jego grupa, którą chciał zebrać to było tak obok wszystkiego. Zrozumiałe, bo nie zawsze miało się jakieś poszlaki, za którymi można było iść. Śmierciożercy to był po prostu specjalny rodzaj czarnoksiężników, którzy nadal byli ich głównym zajęciem.
– Ach, jasne. Jak będą się obijać to zawsze można poprosić o pomoc niezależnych konsultantów spoza Ministerstwa, o ile to w ogóle wchodzi w grę – bo w sumie to nie wiedziała, tak tylko rzucała co jej akurat przyszło do głowy odnośnie tych dziedzin, które wymienił Atreus.
Zamyśliła się ponownie. Mówił o Brennie i Hestii, znała obie panie, oczywiście, i nie miała co do tego specjalnych uwag. A na pewno nie do Brenny – domyślała się, dlaczego ją wybrał, była doświadczona, była bystra, nie pałała miłością do Śmierciożerców, poza tym miała dużo innych zalet. Victoria była pewna, że z żadną z nich nie będzie żadnego spięcia. Ale i tak musiała zapytać.
– Czemu akurat Hestia? Znaczy nie mam nic do tego wyboru, uważam, że jest dobry, bo młoda jest chętna do nauki i zdeterminowana, ale co stoi za twoim wyborem? – tak, była ciekawa. Poza tym niewątpliwą zaletą Hestii było to, że nie była pyskata. – I co z tą dokumentacją? Nie wystarcza zgoda od Harper? – Victoria nie zajmowała się organizacją żadnej grupy, więc w sumie nie wiedziała jakie są wymagania od strony papierkowej. – Z antropologów ktoś na stałe? W teren czy w prosektorium? – próbowała ogarnąć jak to miało dokładnie wyglądać.
|