![]() |
|
[06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon (/showthread.php?tid=3064) Strony:
1
2
|
[06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Leon Bletchley - 06.04.2024 Leon w sierpniu miał do odebrania parę dni wolnych i postanowił skorzystać z nich w najlepszy możliwy sposób - wyjechać poza magiczny Londyn i spędzić cały ten czas na łonie natury. Pozostawił pod opieką rodziców swoją sowę i swojego pufka. Potrzebował krótkiego wypoczynku, w którym nie będzie otrzymywać jakichkolwiek listów ani prenumeraty. Nie będzie musiał pilnować swojego zwierzaka przed próbą picia wody z jeziora albo przed próbą dostania się do łazienki z zamiarem picia wody wprost z sedesu oraz z związanej z tym sytuacji, w której musiałby go szukać po wszystkich sąsiednich domkach letniskowych i mieszczących się tam łazienkach. Przed tym przestrzegł swoich rodziców, aby zawsze zamykali drzwi do tego pomieszczenia i zawsze sprawdzali zamknięcie klatki, jeśli wyciągają z niej Honey. Przez ten czas zamierzał wylegiwać się na leżaku w promieniach letniego słońca, czytać zabraną ze sobą niedawno kupioną książkę oraz chłodzić się na miarę swoich możliwości w jeziorze. Bliskość drewnianego mola umożliwi mu moczenie nóg w wodzie. Planował rozkoszować się panującą tutaj ciszą, przerywaną zaledwie bzyczeniem pszczół i wieczornym kumkaniem żab. Pakując się na ten krótki wyjazd zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie tutaj sam. Został ostatni miesiąc wakacji i z pewnością nie będzie tutaj sam. Z pewnością mógłby założyć, że nie będzie tutaj sam. Wakacje niebawem się skończą i dla młodzieży to ostatni czas na skorzystanie z pięknej pogody. Jednak ten ośrodek nie cieszył się dobrą sławą pośród mugoli i czarodziejów. Dotarły do niego pogłoski o przedziwnym wpływie tego miejsca i starał się podchodzić do nich stosunkowo sceptycznie. Wszystko zależało od tego, co sam uświadczy. Trzymając w dłoni swoją walizkę przekroczył teren ośrodka wypoczynkowego "Windermere". To miejsce zrobiło na nim odpowiednie wrażenie i bardzo przypadło mu do gustu. Będąc czarodziejem pozostawał przyzwyczajony do braku elektryczności, więc słabo działająca elektryczność nie stanowi dla niego problemu. Po wejściu do jednego z drewnianych domków uderzył go w nozdrza mało przyjemny zapach stęchlizny. Na całe szczęście nie wyczuwał zapachu pleśni. Nie mógł poszczycić się doskonałym zdrowiem i przez kontakt z pleśnią mogłoby się ono jeszcze bardziej pogorszyć. Zgodnie z zaleceniami uzdrowiciela nie miał w planach odbywania długich wycieczek po okolicy, choć intrygowały go te ruiny średniowiecznego kościoła. Po rozpakowaniu się otworzył okna w domku letniskowym starając się w ten sposób pozbyć się zapachu stęchlizny. Jeśli to nie pomoże to zapali jedno ze swoich kadzideł. Dzień pozostawał wystarczająco piękny na to aby pozostawać w środku, dlatego zabrał swoją książkę i opuścił ten domek. Po opuszczeniu swojej tymczasowej kwatery, jego spojrzenie padło na zdecydowanie młodszą od niego dziewczynę, która przystanęła przy sąsiadującym z jego własnym domkiem. Uśmiechnął się do niej. To, że nie znał jej, nie miało znaczenia. Zawsze mógł poznać swoją tymczasową sąsiadkę. Wakacje to czas zawierania nowych znajomości. — Cześć. — Zgodnie z tym założeniem postanowił się przywitać. !szaleństwoWindermere RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Pan Losu - 06.04.2024 Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: nikt cię tak nie potrafi rozwścieczyć jak on/a. Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, jak wzbiera w tobie gniew wobec niego.
RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Sophie Mulciber - 07.04.2024 Sophie przeczytała w gazecie, że blisko jeziora Windermere ma odbyć się festiwal alkoholi. Za niewielką opłatą, będzie mogła wynająć stoisko i zaprosić chętnych do degustacji swojej cytrynówki “Mulciber Moonshine”. Od kilku dni chodziła więc bardzo podekscytowana! W dzień wyjazdu, do magicznej walizki spakowała aż trzydzieści butelek, ponieważ liczyła, że podczas degustacji ktoś na pewno skusi się na zakup. Wynajęła sobie również domek nad jeziorem, żeby przy okazji skorzystać z pięknej pogody. Była w naprawdę wyśmienitym nastroju! Dopóki nie zobaczyła wnętrza… i nie poczuła nieprzyjemnego zapachu stęchlizny, który rozchodził się w pomieszczeniu, w którym miała spać. Nie dość, że w środku było brzydko, to jeszcze śmierdziało. Ale, ale! To nie złamało ducha Sophie. Trudno, to przecież tylko jedna noc. Jakoś wytrzyma. Usiadła więc na niewygodnym łóżku i wyciągneła z torebki ulotkę, aby upewnić się co do godziny rozpoczęcia targów. -O nie… - Szepnęła sama do siebie i zatkała usta dłonią. Pomyliła daty. Targi mają odbyć się dopiero za tydzień! Jak to?! Jak mogła tak się pomylić? Poczuła, że wzbiera w nią złość na samą siebie. Westchnęła ciężko w irytacji. Wstała, kopnęła walizkę i ruszyła do wyjścia z domku. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem! Na zewnątrz praktycznie od razu natknęła się na kogoś obcego, kto postanowił się z nią przywitać. Nie chcąc uchodzić za niegrzeczna, postanowiła odpowiedzieć na przywitanie. -Dzień dobry. - Odpowiedziała i spróbowała się uśmiechnąć, jednak kiepsko jej to wyszło. Wygładziła błękitną sukienkę którą miała na sobie i westchnęła głośno. Wyglądała na zirytowaną. RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Sophie Mulciber - 07.04.2024 !szaleństwoWindermere RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Pan Losu - 07.04.2024 Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: to ideał. Prawdziwy ideał. Jak można było tego nie zobaczyć wcześniej? Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz jak gwałtownie bije twoje serce a w żołądku tańczą ci motyle. To miłość. Całe morze miłości.
RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Leon Bletchley - 07.04.2024 Spoglądając na młodą dziewczynę, z którą dopiero co się przywitał i która mu odpowiedziała na to powitanie, zamierzał przejść do kolejnych etapów rozmowy. Powinien się w tym momencie przedstawić, zapytać o to, jak ma na imię i czy ma jakieś konkretne plany na czas swojego pobytu w tym ośrodku wypoczynkowym. Również powinien dodać, że w ramach nawiązywania nowej znajomości mogą porozmawiać o czymkolwiek. Wszystkie te myśli powinny znaleźć odzwierciedlenie w słowach opuszczających jego usta. Spoglądając na jeszcze nieznaną mu z imienia dziewczynę w jego myśli wdarło się to spostrzeżenie, że... nie warto podejmować z nią próby nawiązania rozmowy. Co za smarkula z nosem spuszczonym na kwintę. Ależ mi się sąsiadka trafiła podczas pobytu w tak malowniczym miejscu. Pomyślał zirytowany. Bardzo szybko udzielił mu się wpływ tego zakątka. — Jako, że zajmujemy sąsiadujące ze sobą domki letniskowe to mam nadzieję, że nie będziesz hałasować w środku nocy. Potrzebuję wtedy chwili spokoju. — Poinformował dziewczynę o swoich oczekiwaniach. Głównie na myśli miał głośne słuchanie muzyki z przenośnego radia do późnych godzin nocnych albo nawet do białego rana. RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Sophie Mulciber - 09.04.2024 Sophie poczuła się nieco zakłopotana swoim nerwowym zachowaniem, więc postanowiła odetchnął głęboko i uśmiechnąć się już normalnie. Chciała zatrzeć złe pierwsze wrażenie. -Tak, będziemy sąsiadami... - Zaczęła. -Mam na imię Sophie i nie hałasuje w... - Urwała w połowie zdania i wpatrzyła się w twarz swojego sąsiada. Zamrugała kilka razy i zmarszczyła lekko brwi. Stał tuż przed nią, skąpany w świetle poranka. Jego oczy wydawały się błyskotliwe i błyszczące. Ciemne włosy mieniły się w słońcu i do głowy Sophie wkradła się myśl, że chciałaby ich dotknąć! Przeczesać palcami i sprawdzić, czy naprawdę są takie miękkie i jedwabiste na jakie wyglądały…! A gdyby tak… móc dotknąć jego bladego policzka? Idealna cera, prosty nos i usta… wargi o kształcie i kolorze, które aż prosiły się o to, żeby je pocałować ah! Sophie westchnęła i przytknęła dłoń do swoich ust. O czym ona myślała? O pocałunku?! Odwróciła wzrok w akcie zawstydzenia, jednak nie wytrzymała dłużej niż dwie sekundy i…! I znów musiała na niego spojrzeć. Jego postawa i mimika, to jak mówił i poruszał się były tak hipnotyzujace, że jedyne czego pragnęla, to znaleźć się w jego ramionach…! Oto przed nią, jawił się mężczyzna doskonały. RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Leon Bletchley - 10.04.2024 Ci, którzy go dobrze znali, doskonale wiedzieli, że Leon jest z charakteru przemiłym i zarazem osobliwym człowiekiem. Gdyby teraz na niego spojrzeli, zapytaliby z pewnością o to, kim jest i co zrobił z tym Leonem, którego tak dobrze znają. Dalsza lakoniczna konwersacja z będącą jego sąsiadką dziewczyną działała na niego negatywnie, pogłębiając wdzierającą mu się w każdą myśl złość. Nieszczególnie interesowało go to, co ma mu do powiedzenia. Najlepiej aby nie mówiła w ogóle. To nie było jej najmocniejszą stroną, skoro zdawała się mieć problem z wypowiadaniem pełnych zdań. — Niestety. — Wiedziony wzbierającym w nim uczuciem wyraził swoje ubolewanie z powodu dzielenia części kempingu w jego odczuciu niedojrzałą smarkulą, która ledwo co Hogwart skończyła. Nie miało znaczenia to, że wół zapomniał jak cielęciem był. — Masz na imię Sophie, nie hałasujesz i masz problem z wypowiadaniem się pełnymi zdaniami? — Zadane przez niego pytanie nacechowane było wyczuwalną w jego głosie irytacją. Byłaby ona większa, gdyby wiedział, co zakłębiło się w głowie dziewczyny. Zachowywała się dziwacznie, wzdychając i zasłaniając usta dłonią. Wydawała się zawstydzona. Powinna być! Miała siano w głowie! Bardzo szybko wróciła do niego spojrzeniem. Nie czuł posmaku krwi wypływającej z nosa. — Zawsze spoglądasz na innych w tak namolny sposób? — To pytanie nie odbiegało tonem od poprzedniego, które opuściło jego usta, które tak pragnęła całować. RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Sophie Mulciber - 11.04.2024 Sophie musiała wziąć się w garść. Po prostu nigdy wcześniej nie poczuła do nikogo “czegoś takiego”, więc potrzebowała chwili żeby poradzić sobie z nowymi emocjami. Czasami podobali jej się jacyś koledzy ze szkoły, jednak zawsze unikała randkowania. Raz pozwoliła pocałować się Nathanowi z którym poszła na bal w siódmej klasie. Chłopak był kapitanem drużyny Ślizgonów i całkiem dobrze się prezentował. Dziewczyna jednak uważała, że szkolne związki nie miały sensu. Była pewna, że ojciec wybierze jej odpowiedniego kandydata na męża. Podświadomie również bała się, że rodzic mógłby nie zaakceptować jej wyboru, więc postanowiła pozostawić wszystko w jego rękach. Ale… ten mężczyzna na którego właśnie patrzyła, wywrócił jej myślenie o sto osiemdziesiąt stopni. -N-nie, nie! Umiem się wypowiadać. - Powiedziała szybko, żeby nie pomyślał, że jest wolnomyśląca, albo że z jej głowa jest coś nie tak. Chociaż trochę tak się czuła. Emocje w niej buzowały, serce waliło jak szalone i wreszcie zrozumiała, co to znaczy mieć “motylki w brzuchu”. -Nie hałasuje. I przepraszam, jeśli patrzę się w namolny sposób. - Zmarszczyła brwi, nie do końca wiedząc co miał na myśli. Postanowiła jednak się tym nie przejmować.- Przyjechałam tutaj na targi alkoholi i trochę odpocząć. Masz jakieś plany na dzisiaj? Może poszlibyśmy na spacer? - Zaproponowała i uśmiechnęła się. Poprawiła rudą grzywkę i czuła, że rozpiera ją energia. Zakochanie, to naprawdę wspaniały stan! Sophie w tym momencie mogła wszystko! Była szczęśliwa i rozpromieniona. - I jak się nazywasz? - Miała nadzieję, że był czarodziejem czystej krwi. Na pewno był! Musiał być! RE: [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon - Leon Bletchley - 13.04.2024 Odkąd zaczęli toczyć tę specyficzną rozmowę, poprzetykaną wzbierającą w nim irytacją i uczuciami, o których istnieniu nie miał i nie chciał mieć pojęcia, minęło parę minut i jakoś dziewczyna nie zaszyła się w swoim domku letniskowym. Nie wydawała się być skora do wygarnięcia mu wszystkiego, czego w tym momencie się dopuszczał i wielce prawdziwe okazuje się tutaj powiedzenie, że miłość jest ślepa. Przez ten krótki czas zdążył sobie wyrobić sobie opinię na temat niedojrzałej dziewczyny, która nie byłaby zbyt daleka od tego, co sama mogła podejrzewać. Dziewczyna nie była brzydka i przez to nie stanie się jego boginem. Uroda to jednak nie wszystko, zwłaszcza przy bliższym poznaniu. Dziewczyna, z którą mógłby się związać powinna mieć jakąś osobowość. — A to ci niespodzianka. — Wypowiadając te słowa złączył obie dłonie w krótkim klaśnięciu, jakby chciał za to ją nagrodzić sztucznymi brawami. Jak dotąd podchodził stosunkowo sceptycznie co do genezy tego zjawiska, którym zostawali w tym momencie poddawani. W tym momencie nic nie wskazywało na to, że jego tymczasowa sąsiadka miała poczuć się urażona i wyzwać go od najgorszych. Jak już opuści to uroczysko to uderzy z niego całą mocą ta świadomość, że zachował się jak ostatni palant i będzie musiał z tym żyć. — Przynajmniej pod tym względem dobrze trafiłem. Nie lubię tego. — Skwitował z westchnięciem, w którym również pobrzmiewała irytacja. W tym przypadku nie była ona związana tylko z osobą Sophie. Wszyscy, którzy wiedzieli o stanie jego zdrowia, zaczynali się tym przejmować. Pozostawał wyczulony na tym tle. Jakby życie z tą chorobą nie było wystarczająco trudne, tak jeszcze musiał żyć z tymi ludźmi, którzy z dobroci serca chcieli mu pomóc albo nierzadko usunąć spod nóg wszystkie przeszkody. Leon z wdzięcznością przyjmować ich pomoc, jednak to uczyniłoby go zupełnie niesamodzielnym. — Nie słyszałem o żadnych targach w okolicy. Wyłącznie odpoczynek. Dlaczego zapraszasz mnie na spacer? Możemy iść. — Leon zmarszczył brwi. Zbierając podstawowe informacje o tym miejscu nie było nic o tego typu atrakcji. Chciał poczytać książkę, wylegując się na leżaku albo na trawie. Takie miał właśnie plany. Zaskoczyła go tym pytaniem. Zaproszeniem na spacer, któremu powinien odmówić. Dziewczyna z pewnością zdoła go zirytować swoim zachowaniem i nie skończy się to dobrze. Przecież chciał zaznać chwili spokoju. — Leon. — Przedstawił się w tym momencie samym imieniem. Tak jak ona to zrobiła. Dla niego status krwi nie miał znaczenia w kontaktach z drugim człowiekiem. Przez większość czasu - za wyjątkiem sytuacji, w której dochodziło do dyskryminacji osoby o niepasującej do wizji świata czystokrwistych czarodziejów. Nie spotkają ich jakiekolwiek konsekwencje z jego strony, jednak posiadał swoje zdanie na ten temat. |